sobota, 9 września 2017

W pogoni za kolorowym weekendem

Z niedowierzaniem patrzę jak wiele weekendów minęło, kiedy mnie tu na blogu nie było. Przerwa nie była zamierzona i często w myślach układałam na szybko zdania do nowego posta. Zabrakło "wolnych rąk" do spisania tych pogoni myśli na wysłużonej 😊, acz kultowej, klawiaturze mojego "przyjaciela" laptopa.
Wczoraj dokładnie o 17tej dobiegłam do okienka recepji przychodni. Udało mi się pokonać gęsty, wrześniowy, wielkomiejski korek żeby dotrzeć na wizytę niemal na czas. Moja twarz spłonęła (dosłownie) rumieńcem wstydu, gdy okazało się, że pomyliłam lekarzy i wizyty. Ta wczorajsza wymagała wypicia 1,5 litra płynów i nie żucia gumy (serio) tuż przed badaniem.  W pośpiechu ukrywałam gumę za ósemkami, ale ilości niewypitych płynów ukryć by się nie dało.
Dziewczyna w recepcji, wiele lat ode mnie młodsza, naprawdę cudownie życzliwa, serdecznie zapytała: i po co nam ten pośpiech?
A ja gonię od jednego weekendu do drugiego, próbując na czas wyhamować emocje i utrzymać dłonie i myśli w obszarze jednej książki. Skupić uwagę na kolejnych zdaniach, czytać ze zrozumieniem, zamiast wybiegać w czasie i układać skomplikowane logistyczne plany tygodnia, który i tak prawdopodobnie pójdzie nie po mojej myśli 😉
Po co mi ten pośpiech?
Wrzesień potrafi być ciepły, łagodny, piękny i szczodry :)
W pośpiechu popełniam błędy, gorzej zapamiętuję, nie wszystko słyszę, naprawdę wiele tracę. Pośpiech oszukuje. Znacie to pytanie: czy potrafi Pani pracować pod presją? Potrafię...tylko po co?
Kiedy wiosną będę wspominać wrzesień, chcę pamiętać ciepło słońca, zapach dojrzałych słoneczników i smak dyni wyjętej z piekarnika. Chcę pamiętać o czym rozmawialiśmy, co czuliśmy, co wspólnie robiliśmy. Tak będzie!
Wrześniowe dynie :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)