czwartek, 11 maja 2017

Uważaj o co prosisz ;)


Wieczór, dość oszczędne światło lampki i wzorcowe (czytaj ostre) światło monitora. Moje gałki oczne drżały zmęczone i to była ta chwila, w której pomyślałam, że zwolnienie chorobowe byłoby błogosławieństwem - mogłabym odespać, poczytać, obejrzeć jeden z seriali, o którym wszyscy mówią...
Uważaj o co prosisz.
Oto leżę w łóżku, zaledwie kilka dni później. Paskudna infekcja, poza pierwszą dobą wysokiej gorączki, raczej nie daje spać dźgając bólem głowy i napadami kaszlu. Czytanie w tych warunkach też wychodzi kiepsko, a serial... pierwszy sezon był intrygujący...
Najgorsze jest to, że choroba dopadła mnie w jednym z najgorszych momentów. Moja córka akurat jest w trakcie egzaminów i rozmawiamy na odległość dwóch przysłowiowych kijów, gdy tymczasem bardzo, bardzo chciałabym ją mocno przytulić.
Zachęcona przez Przyjaciółkę sięgnęłam po lekturę Dobre bakterie Robynna Chutkan. Książka przekonująco dowodzi o tym jak bardzo powinniśmy dbać o nasz wewnętrzny mikrobiom, który jest nieocenionym sojusznikiem w walce o dobrą jakość życia. Program "żyj brudniej, jedz czyściej" zabiera nas w fascynujący świat bakterii i wywraca do góry nogami dotychczasowe lekcje higieny 😉 nie mówiąc już o spojrzeniu na kuracje antybiotykami. Jeszcze nigdy nie czułam się tak winna biorąc antybiotyk i pewnie poeksperymentowałabym dłużej z naturalnymi metodami leczenia jednak... chcę przytulić moje dziecko nie zarażając jej i nie rujnując harmonogramu matur. Po prostu.
Historię już znacie i wiem, że Ci bardziej sceptyczni powiedzą, że moje życzenie i zaistniałe okoliczności to tylko nieszczęśliwy zbieg. I prawdopodobnie tak właśnie jest. Ale wierzcie mi, że ja następnym razem znajdę czas na odpoczynek, bez konieczności wymawiania się chorobą. Choroba jest do bani.
Pędzimy, gonimy, nakręcamy się jak zegarki, padamy ze zmęczenia, a leżąc na podłodze rzadko pamiętamy co nam właściwie uciekło. Jedna z moich koleżanek opowiadała ostatnio jak na weekendowym szkoleniu spędziła większość czasu w łazience chora ze zmęczenia. Nawet nie chodzi o szefa. Jej nie przyszło do głowy, żeby prosić o dzień wolnego na szkolenie, urlopu nie chciała na ten cel wykorzystać, więc doszkalała się zawodowo wyłącznie w weekendy. To przykład ekstremalny, ale czuję, że wcale nie odosobniony. Ja bym na to nie wpadła - powinnam chwalić swój rozsądek czy raczej samobiczować paskudne lenistwo?
Wracając do bakterii zamierzam o nie zadbać. Zmodyfikowanie diety na pewno nie zaszkodzi. W książce jest wiele bardzo ciekawych informacji, które kobieta w każdym wieku znać powinna. Szczególnie polecam ją przyszłym mamom nawet jeśli ta przyszłość wydaje się jeszcze bardzo odległa.
Dziś na deser, przekąskę lub jutrzejsze śniadanie mam dla Was pyszny, obłędnie słodki koktajl szpinakowy 💚

Koktajl szpinakowy w naczyniach Green Gate

Składniki do zmiksowania w blenderze:
dwie szklanki listków młodego szpinaku (nie oszczędzaj, wypełnij szklankę najbardziej jak Ci się uda)
jeden banan (staram się kupować ekologiczne, mając nadzieję, że naprawdę takie są)
sok z trzech pomarańczy i jednej cytryny (cytryna to moc witamin i łagodzi słodki smak, nie musisz dodawać całości od razu jeśli obawiasz się, że koktajl stanie się zbyt kwaśny)
dwa/trzy owoce kiwi bez skórki, powinny być dojrzałe.
 Napiszcie co o nim myślicie 😊

Zdrówko! 😉




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)