sobota, 25 marca 2017

Paryż, Bruksela, Berlin, Londyn...



Zaledwie rano przeczytałam wpis na Instagramie wspomnienie osoby, która była blisko zamachów w Brukseli 22.03 ubiegłego roku. Wsiadając rano do pociągu zastanawiała się jak wiele w naszym życiu zależy od przypadku. Chwili pośpiechu lub spowolnienia, która może zadecydować o naszym życiu lub odejściu....
Ja też pamiętam jak otwierałam mail od bliskich tamtego dnia. Napisali: "u nas wszystko w porządku. Ulice Brukseli opustoszały. " Byłam tak zajęta pracą, że ich mail dotarł do mnie szybciej niż wiadomość o zamachu. Tymczasem wczorajsze wspomnienie i obawa ziściły się, tym razem w Londynie, jeszcze tego samego dnia...
Człowiek, istota o podobno największej inteligencji, jest niewolnikiem własnych emocji. Jak bardzo racjonalny nie starałby się być, emocje zawsze krzyczą głośniej. Najgłośniej krzyczą te złe. Narzekamy na naszą pamięć, zapominamy o rzeczach ważnych, o bliskich, o sobie, o dobrych słowach, za to tak łatwo pamiętamy rzeczy złe, podpisane etykietką "nie zapomnij o mnie", obwiniamy innych, rozgrzeszamy siebie.
Stajemy się zakładnikami naszych uczuć, nie zauważając kiedy przypisujemy je innym.
Nieświadomie interpretujemy świat w oparciu o nasz nastrój i stan ducha. Gdy jesteśmy szczęśliwi nawet deszcz i burza nie mącą naszej radości. Ten sam deszcz, taka sama burza innego dnia może być przysłowiową "solą w zupie".
Unikamy rozmowy, coraz częściej wolimy pisać. Czasem to konieczne, ale słowo pisane pozostanie tym czym jest, czarno na białym zmącone bieżącym bagażem uczuć osoby czytającej. Nie zobaczymy pierwszej reakcji, stracimy szansę dopowiedzieć, uzupełnić, wyjaśnić. Tymczasem również w rozmowie mierzymy się z komunikatami źle zrozumianymi, niewłaściwie przekazanymi, zastępujemy słowa krzykiem, założeniem, że wiemy co chce powiedzieć druga osoba. Z niezrozumiałych przyczyn wolimy to zamiast spokojnie posłuchać.
Ton, mimika, gesty to przyprawy nie zawsze odpowiednio dobrane. Uciszmy emocje, pozwólmy wybrzmieć słowom. Nie rańmy siebie i innych niepotrzebnie.
Bo uczucia zawsze są subiektywne - miejmy to w pamięci.
Pielęgnujemy tradycję, podkreślamy znaczenie religii, tymczasem z takim trudem przychodzi nam zapomnieć, wybaczyć, wyciągnąć rękę lub choćby przyjąć tę wyciągniętą.
W swojej arogancji okoliczności bieżącej chwili, nie widzimy jak świat, cały świat, ten w promieniu najbliższych kroków i odległych mil jest nam potrzebny. Europa zjednoczona w niepokoju o bezpieczny powrót do domu.
Jak mogliśmy zabrnąć tak daleko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)