sobota, 25 lutego 2017

Szybkie ciasto powiedzmy.... z gruszką ;)

Szybkie ciasto weekendowe i nie tylko
Składniki:
2 i 1/2 szklanki mąki tortowej
1 szklanka cukru
200 g masła w cienkich plastrach
2 całe jaja
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
dodatkowo:
cynamon + owoce świeże



Nagrzewamy piekarnik do 160 st. C (termoobieg - ale niekoniecznie) i w tzw. międzyczasie mieszamy składniki. Ja to robię w robocie kuchennym. Trwa 5 minut. Uzyskamy lepkie, klejące się do rąk ciasto, którego nie sposób "ogarnąć" wałkiem. Ja o tym nie wiedziałam, gdy dostałam przepis i pierwsza partia wylądowała w śmieciach niemal pociągając za sobą kartkę z przepisem...
Dobra wiadomość jest taka, że ponieważ ciasto jest "tłuste" to jeśli mamy dobrej jakości foremki naprawdę nie musimy ich ani smarować, ani posypywać, ani wykładać papierem.
Ciasto można wyłożyć do małych foremek (jak na zdjęciu), lub do większej tortownicy. Ilość składników, które podałam swobodnie wystarcza na ciasto do tortownicy o średnicy 20 cm.
Zakładając, że użyjecie jednej tortownicy: bierzemy 2/3 lepkiego ciasta i budząc w sobie dziecko 😉wyklejamy dno tortownicy + boki na wysokość 1-2 cm. To nie ma wyglądać ładnie ani elegancko - ciasto i tak zrobi się w piekarniku puszyste pod wpływem proszku do pieczenia. Następnie układamy owoce np. gruszki (jabłka, latem rabarbar) Tu uwaga: owoce z dużą ilością wody ( truskawki, jagody) wymagają specjalnego traktowania (mieszania z mąką, bułką tartą). Odradzam używania owoców mrożonych.
Owoce posypuję cynamonem. Pozostałą 1/3 część ciasta układam na owocach w postaci "kleksów". Gdy ciasto urośnie kleksy w większości się połączą a jeśli nie nic nie szkodzi.
Pieczemy ok 25 minut. Ciasto ma się zarumienić, a po sprawdzeniu patyczkiem nie zostawiać klejących śladów. Jeśli się klei, dajmy mu jeszcze 7 minut i sprawdźmy jeszcze raz. Trzeba sprawdzić "centrum ciasta", bo tam zbiera się najwięcej wilgoci.
Gdy ciasto wystygnie można posypać je cukrem pudrem - będzie wyglądało ładniej i będzie jeszcze słodsze 😁 
Udanej zabawy 💛

P.S.
Ja podaję z kleksem gęstego jogurtu.

wtorek, 21 lutego 2017

O kiełkach nie tylko kulinarnie ;)


CzytamyKiełki jarmużu bogate w witaminę A,K i C a także sód, potas i żelazo. 
A mnie ujęły ... kolorem i delikatnością. Można im nawet zarzucić brak smaku, dzięki czemu nie są kontrowersyjne za to zdecydowanie dekoracyjne :)



Tylko, że tak naprawdę nie o kiełkach dziś mowa, a raczej o kiełkach bardziej symbolicznie.
Do refleksji bardziej niż postanowienia noworoczne skłania mnie wiosna. Prawdopodobnie dlatego, że wraz z nią kiełkuje i to dosłownie nowe. Z kiełkami jednak bywa tak, że tylko z części z nich wyrośnie coś pięknego, lub/i wartościowego. Część sobie nie poradzi, a część okaże się bezużyteczna lub destrukcyjna. Z nimi też trzeba sobie radzić, o czym wie najlepiej każdy kto kocha ogrodnictwo ;)
Byłam niedawno na wernisażu Znajomego. Zupełnie inaczej ogląda się prace osoby, którą się zna - choćby trochę. Inaczej patrzy się na obrazy i inaczej po ich obejrzeniu na Autora. Dopiero za drugim razem zaczęłam to rozumieć... człowiek się uczy... 
Przy okazji trafiłam na "wernisaż po sąsiedzku": ładne, dopracowane, wręcz sterylne obrazy a w nich smutek, strach, przerażenie i bezsilność - tak je odebrałam. Nagle przyszła refleksja jak wiele jest takich osób jak autorka prac. Nie wszystkie potrafią wyrazić się przez obraz, wiele z nich robi to słowami: wierszem lub najbardziej codzienną prozą. Ich dusze pełne są kiełków, tych które wyrosły jako destrukcyjne. Czy mają świadomość jak działają na innych? Mają potrzebę pokazać emocje, dać świadectwo, że życie to nie bajka - bo tak jest - ale... czy mają świadomość co stanie się z emocjami tych, na których trafią? 
Daleka jestem w swych umiejętnościach od zaklinania rzeczywistości. Jak każdy miewam dni lepsze i gorsze. Bardzo się staram, żeby tych lepszych było więcej. W mojej głowie kiełkują różne myśli, pomysły i postanowienia. Staram się nie zajmować zbyt długo tymi, które przepadły a raczej poświęcić swój czas na te, które mają jeszcze szansę. Czasem trochę mi wstyd i czuję żal, że coś w co wierzyłam nie udało się. Ty pewnie też, ale jeśli próbowałaś to może z następnym będzie lepiej, porzuć żal, odpuść sobie smutek, pozwól żeby wyrosło coś dobrego <3

czwartek, 16 lutego 2017

Fioletowo niebieskie klimaty przedwiośnia



Niebieski to jedyny kolor, który zachowuje swój charakter niezależnie od tonacji... zawsze pozostanie niebieskim. Natomiast żółty ciemnieje w swoim cieniu i znika gdy go rozjaśnisz, Tymczasem czerwony, gdy go przyciemnisz przechodzi w brąz a rozcieńczony bielą już nigdy nie będzie czerwony, staje się innym kolorem - różowym.
~Raoul Dufy~

Z tęsknoty za wiosną kupuję kwiaty, wyjmuję pastele, wyciągam pędzle. Słońce nareszcie zabiera szarości i smutną barwę zdjęć. Wiosna to najpiękniejsza i najdłużej wyczekiwana pora roku. W połowie lutego tęsknią za nią wszyscy. W karmniku ptaki szaleją goniąc się niebezpiecznie blisko okien. Ich piórka powoli, w widoczny już sposób przybierają coraz żywsze kolory. Rudzik jest już zdecydowanie rudy, a dzwońce mają cudownie żółte piórka. Dziś po raz pierwszy pojawił się szpak to znak, że wiosna już blisko. A ja w plamach topniejącego śniegu wyglądam szafirków, pierwiosnków, krokusów. Jutro pójdę zajrzeć między liście ciemiernika :)


Rudzik w ogrodzie to czysta radość :)
Zapraszam na IG do @photobymaggie

czwartek, 9 lutego 2017

Chałka Challah - przepis na cierpliwość ;)

Gdy piekę chałkę mój dom od razu wygląda ładniej i pięknie pachnie :)
Z mojego dzieciństwa zapamiętałam zapachem dwa domy. Jeden to dom mojej Babci Pauliny. Pachniał szarlotką z cynamonem i kwiatami w ogrodzie. Drugi to dom Buni, który na zmianę cudownie pachniał chałką lub okropnie topionym serem z kminkiem (do dziś wyrzucam sobie, że nigdy go nie spróbowałam). Bunia, z zawodu farmaceutka, przygotowywała wszystko w kuchni z wagą (z niezliczoną ilością malutkich, zgrabnych odważników) lub w menzurkach, w jednej z nich (ze skalą do 250 ml) parzyła też herbatę.
Kuchnia na drewno, waga, menzurki i zapach chałki. Mogłam godzinami przestawiać odważniki, odmierzać pojemności i pochłaniać ciasto drożdżowe - bo tym właśnie była dla mnie chałka Buni. Onieśmielona skomplikowanym procesem przygotowywania (czasy ręcznego mieszania rozczynu i niekończącego się zagniatania) jeszcze długo w latach mojej dorosłości nie brałam nawet pod uwagę samodzielnego przygotowania chałki. Lubię gdy jest "skromna" czyli zaledwie delikatnie słodka za to ze słodką kruszonką i zdecydowanie bez żadnych aromatów.  Niestety w żadnej piekarni nie znalazłam chałki takiej jak u Buni i w końcu sama zdobyłam się na odwagę by ją upiec. Bez pomocy męża, a konkretnie robota kuchennego od niego ;) chałka by nie wyszła. Zagniatanie to nie tylko kwestia silnych ramion, ale przede wszystkim techniki, cierpliwości i wytrwałości.


Przez długi czas nie przykładałam wagi do tego, że wyrabianie ciasta drożdżowego musi odpowiednio długo trwać. To nie tylko kwestia połączenia składników, ale przede wszystkim wytworzenia się glutenu, który powoduje, że ciasto staje się gładkie i elastyczne. Im lepiej ciasto wyrobimy, tym bardziej lekkie i puchate będzie, bo struktura ciasta lepiej zatrzyma w sobie pęcherzyki wypełnione dwutlenkiem węgla (efekt fermentacji drożdży z cukrem), które powodują, że ciasto lepiej wyrasta. Przepisów na chałkę znajdziecie bardzo dużo*. Na swoim kuchennym poligonie sprawdziłam, że kolejność dodawania składników nie ma żadnego znaczenia. Drożdże nie będą kłócić się z solą, nie zabijcie ich tylko zbyt wysoką temperaturą rozpuszczonego masła lub podgrzanego za bardzo mleka - reszta to tylko CZAS. To pragnę wyraźnie podkreślić: bądźcie cierpliwi i dajcie chałce czas, najpierw żeby odpowiednio długo zagniatać ciasto (w moim robocie z hakiem do wyrabiania ciasta drożdżowego na wolnych obrotach trwa to nie mniej niż 12 minut), a następnie na podwójne wyrastanie ciasta (najpierw wyrastanie po zagnieceniu ciasta ok. 60 min i jeszcze raz po zapleceniu warkocza ok 30 min.)


Gdy piekę chałkę mój dom od razu wygląda ładniej, pięknie pachnie, wszyscy zbiegamy się do kuchni, jest miło i rodzinnie. Dla takich chwil warto czekać i ugniatać ;)

*Składniki: 80 g masła + 150 ml mleka, podgrzać razem aż masło się rozpuści. Gdy wystygnie wrzucić dwa całe jaja i wymieszać. Suche składniki: 350 g mąki tortowej pszennej, 40 g cukru, odrobina soli, torebka drożdży (można użyć świeże 1/4 kostki rozrobionej z łyżeczką cukru na płynną masę). Wszystkie składniki mieszamy, dokładnie zagniatamy.

środa, 8 lutego 2017

Blisko być


Ogień ma w sobie magiczną moc wywoływania refleksji. Zimowe długie, chłodne wieczory sprawiają, że coraz częściej przed kominkiem lubię być. Niby z książką, ale gdy moje oczy raz trafią na płomienie, bardzo trudno mi je stamtąd oderwać ;) I wtedy przychodzą myśli przeróżne.
Świat się zmienił. I dobrze i źle. Kiedyś całe rodziny siadały razem przy kominku i spędzały tam razem godziny (dobrze), bo kominek był często jedynym źródłem ciepła w domu (źle). Mieli czas: czytać, rozmawiać, poznawać się lepiej, budować relacje. Dziś tego czasu mamy coraz mniej, choć rozwój cywilizacji powinien zaoszczędzić nam go więcej. A budowanie bliskości, takiej prawdziwej i ciepłej wymaga czasu. Wymaga uwagi, zaangażowania, życzliwości, wytrwałości i wzajemnej chęci.
Dziś mamy kontakt z niewyobrażalną ilością ludzi na całym świecie. Dzięki internetowi, mediom społecznościowym poznajemy ludzi, których nie mielibyśmy szansy spotkać w naszym życiu. Wymieniamy doświadczenia, dzielimy te same pasje, oglądamy świat oczami innych. To jest fajne i sama to robię. Pamiętajmy jednak, że w ten sposób nie zbudujemy prawdziwej bliskości. Dotyku człowieka nic nam nie zastąpi. Ani najfajniejszy wirtualny znajomy, ani wielotysięczna ilość fanów lub obserwatorów w social mediach, ani zwierzę choćby z największym sercem. Jesteśmy gatunkiem stadnym, który potrzebuje przyjaźni i miłości namacalnej (jakkolwiek niezręcznie to brzmi).
W jednym z bardzo popularnych ostatnio seriali zobaczyłam taką scenę: więźniarki oglądają film chichocząc i dobrze się bawiąc. Poklepują się wzajemnie po ramieniu, zaśmiewając do łez. Wśród nich jest taka, która nie ma z kim się śmiać, niedawno osadzona, wystraszona jeszcze i niepewna.  Z potrzeby bliskości niezauważalnie, małym palcem muska kobietę siedzącą obok. Żadnych podtekstów tylko tęsknota za bliskością człowieka utraconą kilka dni wcześniej. Za poczuciem, że nie jest samotna i bezsilna.
Zanim więc wpadniemy w gniew i obrazimy się na zawsze na Przyjaciela, kogoś bliskiego lub po prostu na drugiego człowieka, weźmy głęboki wdech.  Zastanówmy się. Wydech. Z takich zdarzeń pełnych żalów i pretensji budujemy często mur, powolutku cegiełka po cegiełce. Nie zauważamy kiedy zasłania nam świat i oddziela od tych, którzy, w gruncie rzeczy, są dla nas, a przynajmniej byli, bardzo ważni. Gdy bliskość opiera się na wyłącznym braniu i wykorzystywaniu innych w charakterze lustra, nie jest bliskością jaka może zbudować trwały związek. Znajdźmy czas, słuchajmy, bądźmy razem.
Na fotelu, w świetle lampy siedzi starszy pan, otulony ciepłym swetrem, może kocem. W kuchni obok jego żona czyta książkę. Siedzi sam zły na żonę, bo nie dość go kocha, swój stan zdrowia i nieprzyjazną starość. To nic nowego, był zły o coś całe swoje życie. Bardzo trudno jest kochać człowieka przepełnionego wieczną złością. Pretensjami i niezadowoleniem starszy pan systematycznie przeganiał każdą szansę na bliskość. Nie został sam, ale został samotny.
Obok mojej Przyjaciółki mieszka Pani w średnim wieku. Elegancka, oczytana w sznurze pereł pija kawę na tarasie. Z wyższością osoby wyjątkowej krzyczy na ogrodnika. Ubrana w krytykę jej twarz ma doskonale przećwiczony nieszczery, szeroki, piękny uśmiech.
***
"Jestem wdzięczna za te wszystkie trudne osoby w moim życiu,
które pokazały mi dokładnie kim nie chcę być...."
~ autor nieznany ~