wtorek, 29 listopada 2016

Zła sława listopada

Przełamując ciemność....
Staram się ze wszystkich sił patrzeć w dobrą stronę mocy, ale dziś muszę to "napisać na głos": niech już się skończy! I nawet trochę mi żal, bo to już końcówka i rzeczywiście zaraz minie, a jednak jego zła sława dziś go dogoniła i tak oto skończy - Listopad - w 2016 roku z etykietą najsmutniejszego miesiąca... (czy na pewno?)
Przesilenie jesienne? Dzień krytyczny? Naprawdę nie wiem co dziś się stało: najpierw chodził smutny i wściekły Ogrodnik, później kilka rozmów telefonicznych ze smutkiem w tle, zero słońca, dzień skończył się zanim naprawdę zaczął, a na koniec dostałam do przeczytania prawdziwie depresyjny wiersz.... Dziewczyny! Brońcie się!
Chyba nie mamy co liczyć na słoneczne wakacje przepisywane na receptę, ale w aptekach są tańsze, dostępne bez recepty kapsułki wit. D3 - na brak słońca właśnie.
Listopad jaki jest każdy wie, ale ma też swoje dobre chwile. Bywa ciężko, ale nie demonizujmy. Byłam z Wami dzisiaj, w tym samym, nie najlepszym nastroju, ale trwać w nim? Co to to nie!
Widziałam dziś niecodzienny widok. Żałuję, że nie mogę Wam go pokazać. Prawda jest taka, że ilekroć zabieram aparat do lasu zwierzęta znikają z zasięgu mojego wzroku. Co innego gdy aparatu brak. Dałam mu nawet pieszczotliwą nazwę: zwierzoodstraszacz :)
Wracając do widoku: zimno, wietrznie, jeden Biegacz, wściekły Leśnik, a poza tym ludzi brak. Przy ścieżce po prawej stoi Łoś. Nie spuszczamy z siebie wzroku. A jednak kątem jednego z moich widzę w oddali podskakujące trzy, białe sarnie pupy - uciekają w pośpiechu. Na taki widok nie sposób się smucić. Uśmiech jest wpisany w tę scenę i musisz się mu poddać czy tego chcesz czy nie. To tak jakby ledwie widoczna pajęcza nić, minimalnym haczykiem wbiła się w kąciki Twoich ust i przy każdym sarnim podskoku białej pupy unosiła je (usta) prowokując do uśmiechu :)
Ale to jeszcze nie było to. Łoś został, nieruchomy po prawej, już nieco z tyłu i wtedy zobaczyłam ją: samotną Sarnę, która nie chciała (lubię tak myśleć) lub nie zdążyła uciec. Zastygła w bezruchu patrzyła na mnie. Widok sarny w listopadzie to nierealne przeżycie. Dostrzec ją graniczy z cudem. Jej futro, jego kolor, jest tak doskonale nijakie, że do końca nie wiesz czy ona naprawdę tam stoi....
Najpierw pomyślałam, że wygląda smutno (bo co można pomyśleć w listopadzie?), taka szara, niemal przeźroczysta, jakby chciała zniknąć...a później "wyłączyłam funkcję myślenia" i poczułam cudowny spokój, w lesie, w listopadzie. Miłe uczucie. Sarna nie odbiegła. Została tam. A dobra energia lasu wróciła ze mną do domu. Tobie też może się zdarzyć dobra końcówka listopada. Trzymam kciuki <3
Listopadowe słońce <3

Woda, źródło życia i piękna...


Jeden z wielu a jednak wybrany ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)