środa, 30 listopada 2016

Pigwa - (kwaśny czytaj zdrowy) prezent na Święta od Serca :)

Prezenty od serca :)
Pigwa trochę jak ja...gruba skórka, kwaśna, nieco cierpka w smaku ;) Oto ja z ostatnich dni ha,ha,ha
Kilka lat temu kupiłam mały krzaczek, bo zawsze lubiłam patrzeć jak kwitnie: niepozornie małe kwiatki i zjawiskowo intensywny kolor. Nie mogłam przejść obojętnie. 
Jej pierwszy owoc ogromnie mnie cieszył i długo myślałam jak uhonorować, jak należycie przyrządzić jedną sztukę! :)
Kolejnego lata, mimo, że pięknie kwitła ,w ogóle nie owocowała. Następnego powtórzyło się dokładnie to samo tylko, że tym razem zauważyłam brak pszczół. Pisałam już o tym. 
I tak oto, moja kwaśna, piękna Pani bez pszczelego towarzystwa, samotnie, bezowocnie zamknęła się w sobie. 
W tym roku pszczoły do nas przyleciały. Nie wiem czy powrócił rozsądek ogrodnikom sąsiadów, czy ich budżety na nawozy spadły (tu właśnie widać kwaśną ja ;) ale pszczoły uwijały się radośnie i głośno!
Pigwa zaowocowała z niepohamowaną radością ;) odrabiając straty minionych lat.

Pigwa - polska cytrynka :)*
Kiedyś na klombie, jednego z wielkopolskich miast, przy naprawdę ruchliwym skrzyżowaniu, widziałam człowieka "buszującego" w krzakach. Stałam w niewielkim korku, miałam czas, patrzyłam z ciekawością. Wyszedł w końcu z torebką wypełnioną...pigwami. Cały klomb obsadzony był właśnie nimi. To zdecydowanie nie było najlepsze miejsce na uprawę, a z drugiej strony - miło...
Pigwa to cudowny owoc, bo jeśli włożona do lodówki daje Ci czas, żebyś mogła spokojnie, długo i z niepotrzebną rozwagą przeanalizować wszelkie przepisy.
Mam swój autorski - w takim przynajmniej przekonaniu żyję ;) - na konfiturę, ale o tym innym razem. Tymczasem znalazłam super przepis na kuchniapełnasmaków.blogspot.com * Jest szybki, prosty i prawdopodobnie zostawia w pigwie tak wiele dobrego jak się da :)
Spodobał mi się tak bardzo, że zrobiłam z niego małe prezenty na Święta. W niewielkich słoiczkach zamknęłam tak dużo miłości i witaminy C ile tylko udało mi się wcisnąć <3
Na ostatnim etapie poszłam na łatwiznę stosując gotowe materiałowe pokrywki na słoiki, ale to z braku talentów krawieckich i niezaprzeczalnej słabości do Green Gate. Więc jeśli ktoś potrafi szyć i ma czas tym lepiej. 
Udanej zabawy :)


Przykrywki z gumką na zakrętkę od słoika klik




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)