poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Szaleństwo owocowego fitnessu



Zauważyłam, że na wakacjach, z dala od trosk (jeśli tylko na to pozwolę) życie nabiera barw, zapachów i radości dużo więcej niż w pozostałe dni w roku.
Przeczytałam ostatnio słowa: "Im dłużej żyję, tym piękniejsze jest moje  życie".
Nadszedł czas kiedy oficjalnie deklaruję, że mogę się pod tymi słowami podpisać.
Nie wiem, czy to kwestia czasu,życiowych doświadczeń czy pracy nad własnym "ja" ale nadszedł moment kiedy potrafią zachwycić mnie - zupełnie jak dziecko - np. lody owocowe.
Zacznę od początku: Lubljana, środek upalnego lipcowego dnia, Przyjaciółka prowadzi nas (głównie tę dziecięcą część mojej rodziny) do malutkiego stoiska gdzie dwie piękne i uśmiechnięte dziewczyny "produkują lody". Chłodzona blacha, miski z owocami do wyboru i dwie szpachelki. Tak w skrócie mogę opisać ich kram.
Spróbuj przez pięć minut rozgniatać szpachelkami owoce - Twoje ramiona będą WOW! piękne ;)
 Kilka owoców, kapka mleka i rozpoczyna się taniec na dwie szpachelki w rytmicznym szybkim tempie.
- To chyba nie jest proste? - zagaduję Dziewczynę
- Traktuję to jak fitness - odpowiada z uśmiechem i sprawnie rozkłada owocowy mix w kolorowego "naleśnika"




Oczywiście są i tacy, którzy wolą lody z owoców czekolady ;)
Reszta jest nadspodziewana prosta (przynajmniej gdy patrzysz na wszystko z boku). Owoce roztarte cienką warstwą, zwijasz tą samą szpachelką w rulonik, nakładasz do kubka i gotowe - najlepsze lody jakie w życiu jadłam. Mój mózg wie, że są w 100% naturalne, mój żołądek, że to tylko owoce, moja kobieca próżność nie może mieć mi ich za złe ;)






Happy Tosia - Młodzieżowa, piękna radość :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)