czwartek, 21 lipca 2016

Prawdziwy Pasterz

Gdy był małym chłopcem Dziadek, a później Ojciec zabierali go na zbocza gór żeby pokazać jak opiekować się stadem.
Zdarzają się w życiu obrazy, sceny z życia, które zapadają w pamięć. Zbieram je, troskliwie przechowuję. Lubię do nich zaglądać: delikatnych, ulotnych , bezcennych. Można w nich zobaczyć więcej, poznać lepiej, zrozumieć bardziej, odnaleźć radość prostego życia.
Wczoraj na naszej drodze stanęło stado kóz i ich Pasterz - Starszy Człowiek. W jego oczach była życzliwość i spokój. Sprawnie a jednocześnie swobodnie zatrzymał ruch żebyśmy pozwolili bezpiecznie przeprawić się stadu jego kóz z nadmorskiego zbocza w stronę gór. Gdy odchodził długo patrzyłam jak pewnie i mocno, pomimo swojego wieku, niemal niezauważalnie wsparty o kij pokonywał strome zbocze. Wspinał się coraz wyżej i wyżej w upalnym jeszcze schyłku dnia. Szczęśliwy - tak go zapamiętam.
Szczęśliwy Człowiek. Pewnie i mocno, pomimo swojego wieku, niemal niezauważalnie wsparty o kij pokonywał strome zbocze. 
Gdy był małym chłopcem Dziadek, a później Ojciec zabierali go na zbocza gór żeby pokazać jak opiekować się stadem. Uwielbiał te wyprawy. Zabawy z młodymi, wesołymi koziołkami. Noce kiedy otaczało go ciepło i zapach gromady niestrudzonych kóz. Codziennie brał kij i dzielnie przemierzał nierówne kamienne stopnie skalnej stromizny. Uczył się nowych ścieżek, obserwował jak zwierzęta jadły ostrą, niemal suchą trawę. Zawsze gotowe do dalszej drogi, zwinne i wesołe. Pory roku zmieniały się, lata mijały. Tak wygląda każdy jego dzień odkąd pamięta. Z czasem wzgórza, na które wyprowadzał swoje stado przecięła wstęga drogi łącząca najpierw małe miejscowości, później duże miasta a na końcu sąsiadujące kraje. Wiejskie wozy zmieniały się w samochody, coraz większe, coraz szybsze. A on jak jego Dziad później Ojciec sam między wzgórzami przeciętymi szosą prowadził swoje stado.
Daleko za wzgórzami wybudowano autostradę - drogę jeszcze szerszą, jeszcze szybszą. Pobliska droga, która jeszcze niedawno była utrapieniem i kosztowała go wiele trosk zmieniła się w mało uczęszczaną. Podczas jego życia zaszło tak wiele zmian. Niezmienny pozostał widok błękitnego morza i ostre krzewy porastające wysuszone, strome zbocza. Powinnam tu przyjechać wiosną. Wtedy krajobraz jest zupełnie inny: z wysokich gór zimnymi strumieniami spływają do morza rwące, zimne strumienie. Wiosną jego kozy radośnie skaczą wśród zieleni. To najszczęśliwsze chwile w roku. Jego życie to te góry, kij i stado kóz, które samotnie prowadzi wśród wzgórz. Ostatni Prawdziwy Pasterz.

Zawsze gotowe do dalszej drogi, zwinne i wesołe.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)