niedziela, 17 stycznia 2016

(NIE)leniuchować z kawą w łóżku (?) :)


Cały tydzień czekam na tę chwilę kiedy bez porannego pośpiechu z kawą w łóżku i książką, z widokiem na słoneczny poranek spokojnie rozpocznę nowy (wolny!) dzień :)
Już widzę jak mój mąż będzie turlał się ze śmiechu po podłodze czytając dzisiejszy post.
Wszystko dlatego, że marząc o tym spokojnym poranku adoptowałam kolejnego psa, który (wyciągnięty po latach z klatki) nie rozumie jeszcze, że toaleta jest POZA domem.
Kawa i książka musiały zaczekać...
Poranek poza łóżkiem okazał się dużo ciekawszy niż przypuszczałam. Przede wszystkim wszędzie leżał biały, skrzący w słońcu, pierwszy prawdziwy tej zimy śnieg.
Śnieg jest nieprawdopodobnym narzędziem do podglądania przyrody. Założę się, że codziennie przechodziłam obok łosiowego legowiska. Jednak dopiero dziś wyraźnie zobaczyłam, gdzie nasz znajomy spał ostatniej nocy. 

Widoczny na śniegu odcisk ciała łosia. 
A sam łoś stał między gęstymi gałęziami sosen i wysokich traw praktycznie niewidzialny.
Nie chcialiśmy mu przeszkadzać  - również dla własnego bezpieczeństwa. Bez ociągania ruszyliśmy w las.

Las zimą jest miejscem wyjątkowo cichym i spokojnym.
W drodze powrotnej odkryliśmy, że Pan Łoś stoi na naszej ścieżce dosłownie odcinając nam drogę. To był materiał na świetne zdjęcie w zachwycającej zimowej scenerii ale uwierzcie - patrząc mu w oczy naprawdę z bliska czułam, że jedyną rozsądną decyzją będzie wycofanie się. I choć między nami była pokaźna gałąź złamanego drzewa wiedziałam, że jeśli to wielkie brązowe zwierze postanowi skoczyć ta drobna przeszkoda na pewno go nie powstrzyma....


Droga powrotna była więc nieco dzika, mniejsze psy dzielnie przedzierały się przez śnieg same zmieniając się w coraz większe bałwany :D
Za to po powrocie do domu, przy leniwej kawie w łóżku - miałam co opowiadać....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)