czwartek, 28 stycznia 2016

Skandynawskie wzory w płatki śniegu: trochę jak kwiaty, trochę jak gwiazdki...


Skandynawski ogień, drewno i proste wzory - klimatycznie...
Skandynawskie wzory w płatki śniegu: trochę jak kwiaty, trochę jak gwiazdki. 
Dzięki temu ponadczasowe, bo będą "na miejscu" nie tylko zimą :)
Myślę, że na tym polega fenomen skandynawskiego wzornictwa: czerpie wprost z przyrody. A ja jako pasjonatka lasów i przestrzeni najwiecej energii czerpię właśnie z nich.
Zima jest zarezerwowana dla czystych wzorów i stonowanych kolorów. Na kolorowe dekoracje przyjdzie czas -  wiosną. Zresztą na biel i kolor szary jest zawsze miejsce (już o tym pisałam  w poście subtelny urok szarości). To prawda stara jak świat: nijakość zawsze podkreśla urodę. Jednak czy szary jest zawsze nijaki? Dziś już nie! Szary przestał być niekolorowy - odcienie szarości od lekkiej jak mgiełka do grafitowej nie tylko są eleganckie i przewrotnie wielobarwne ale przede wszystkim wydobywają z innych kolorów to co w nich najlepsze :)
Więc zanim rzucę się w wir kolorów wiosny jeszcze chwilę nacieszę oczy urokami zimy. Z  jej oszczędnością barw i cudownie rozgrzewającym serce blaskiem ognia. Nawet jeśli ma to być wyłącznie ogień świecy....
Lampiony Rudi szkło, surowy sznur i drewniane serca
Marzy mi się skandynawska zima i spacer - po nieskończenie białym lesie - w jasnej bluzie w wielkie renifery. Oczywiście spacer na biegówkach jak na skandynawską zimę przystało :)
Niech ferie zimowe będą dla nas najpiękniejszym czasem tej zimy. Z radością sięgnijcie po odpoczynek, bo o tym świątecznym chyba niewiele osób już pamięta ;)

Kubki Oona w trzech kolorach z kolekcji Green Gate




niedziela, 17 stycznia 2016

(NIE)leniuchować z kawą w łóżku (?) :)


Cały tydzień czekam na tę chwilę kiedy bez porannego pośpiechu z kawą w łóżku i książką, z widokiem na słoneczny poranek spokojnie rozpocznę nowy (wolny!) dzień :)
Już widzę jak mój mąż będzie turlał się ze śmiechu po podłodze czytając dzisiejszy post.
Wszystko dlatego, że marząc o tym spokojnym poranku adoptowałam kolejnego psa, który (wyciągnięty po latach z klatki) nie rozumie jeszcze, że toaleta jest POZA domem.
Kawa i książka musiały zaczekać...
Poranek poza łóżkiem okazał się dużo ciekawszy niż przypuszczałam. Przede wszystkim wszędzie leżał biały, skrzący w słońcu, pierwszy prawdziwy tej zimy śnieg.
Śnieg jest nieprawdopodobnym narzędziem do podglądania przyrody. Założę się, że codziennie przechodziłam obok łosiowego legowiska. Jednak dopiero dziś wyraźnie zobaczyłam, gdzie nasz znajomy spał ostatniej nocy. 

Widoczny na śniegu odcisk ciała łosia. 
A sam łoś stał między gęstymi gałęziami sosen i wysokich traw praktycznie niewidzialny.
Nie chcialiśmy mu przeszkadzać  - również dla własnego bezpieczeństwa. Bez ociągania ruszyliśmy w las.

Las zimą jest miejscem wyjątkowo cichym i spokojnym.
W drodze powrotnej odkryliśmy, że Pan Łoś stoi na naszej ścieżce dosłownie odcinając nam drogę. To był materiał na świetne zdjęcie w zachwycającej zimowej scenerii ale uwierzcie - patrząc mu w oczy naprawdę z bliska czułam, że jedyną rozsądną decyzją będzie wycofanie się. I choć między nami była pokaźna gałąź złamanego drzewa wiedziałam, że jeśli to wielkie brązowe zwierze postanowi skoczyć ta drobna przeszkoda na pewno go nie powstrzyma....


Droga powrotna była więc nieco dzika, mniejsze psy dzielnie przedzierały się przez śnieg same zmieniając się w coraz większe bałwany :D
Za to po powrocie do domu, przy leniwej kawie w łóżku - miałam co opowiadać....