czwartek, 27 sierpnia 2015

Życie pełne niespodzianek i zachwycających miejsc - Najstarsza Róża Świata


Stare, grube mury, wąskie uliczki, szachulcowe domy i pnące róże niemal przy każdych drzwiach. W takim miejscu zupełnie nieoczekiwanie poznałam legendarny krzew: Rosa Cannina.
Kiedyś zupełnie przeze mnie niedoceniane dzikie róże dziś wydają się coraz atrakcyniejsze: kwitną obficie, pachną czarująco a jesienią uwodzą nas karminowymi owocami. Jednak tysiącletni krzew różany brzmi niewiarygodnie... Tymczasem w niewielkim miasteczku Hildesheim w dolnej Saksonii rośnie taki właśnie okaz. 
 Rosa Canina - Dzika Róża, skromna, niewymagająca, magiczna....
Wyobraźcie ją sobie obsypaną delikatnymi, różowymi kwiatami.

Oczywiście róża ma swoją legendę :)
Rośnie tu, wspinając się po ścianie Katedry WNM, od 815 r. To nie pomyłka: w tym roku obchodzi swoje 1200 urodziny! Cesarz Ludwik I Pobożny (syn Karola Wielkiego) w czasie polowania zgubił się w lesie. Żeby drogę odnaleźć zrobił rzecz oczywistą (choć nie dla współczesnych) czyli kazał odprawić Mszę w intencji odnalezienia drogi. (Pierwsza wzmianka o kompasie to Chiny rok 1088. Z tego punktu widzenia odprawienie mszy w intencji nie jest niezwykłe ;) Relikwiarz maryjny (z kaplicy królewskiej, który z oczywistych powodów cesarz zabrał na polowanie) zawieszono na gałązce dzikiej róży. Mszę odprawiono, ale relikwiarz nie dawał się zdjąć z krzewu. Cesarz potraktował to jako znak od Boga i wybudował w tym miejscu nowe biskupstwo poświęcone Marii, której symbolem jest róża. Wszystko to działo się w pobliżu domu chłopa Hildwina (Hildwings heim - stąd nazwa miasta). 
W czasie II wojny światowej (marzec 1945) miasto zostało zbombardzowane niemal w całości. Katedra wraz z różą przepadły w płomieniach. Choć niezupełnie: Katedrę jak najwierniej odbudowano a róża wypuściła nowe pędy. Dzięki temu zasłużyła na to aby stać się symbolem miasta. Legenda legendą, ale w archiwach miasta są dowody poświadczające, że róża rośnie od conajmniej 400 lat. To dość by uznać ją za najstarszą żywą różą na świecie!
Oto prawda o dzikiej róży: jeśli jej korzenie zostaną nienaruszone - może rosnąć stuleciami :)

Róża stała się symbolem miasta i idąc wyznaczonym przez nią śladem 
możemy zobaczyć najcenniejsze perełki architektoniczne miasta.

piątek, 21 sierpnia 2015

Czy Aniołowie mieszkają pośród nas....


Eva Petrić Angel's Shadow(s) 2015

Dzisiaj będzie trochę poetycko i nostalgicznie. Tak się dzieje ze mną gdy spaceruję wśród miejsc, które pamiętają czasy tak odległe, że niepojętym wydaje się w nich żyć. Miejsca, w których stare wierzenia i legendy mają w sobie więcej z historii niż z bajki. W takich miejscach z łatwością wierzę w Anioły :)
W jednej z cudownych, nadmorskich miejscowości natknęłam się na taką właśnie uderzającą w najczulsze struny wyobraźni, niecodzienną instalację zatytułowaną Cień Anioła. Akurat przed chwilą opisywałam Idrijskie koronki. Tamte używane były jako serwetki, dekoracje obrusów, poduszek, całych pościeli. Tu młoda artystka Eva Petrić wykorzystała koronki (nie jestem pewna czy akurat idrijskie) i rozpostarła z nich baldachim nad chrzcielnicą...

Minęło już kilka dni od mojej wizyty w Piran a ja nadal jestem urzeczona spójnością połączeń: starego kamienia pamiętającego czasy średniowieczne, tradycyjnych białych , lekkich koronek i lśniących w słońcu wód Adriatyku.
W takiej scenerii łatwo uwierzyć w to, że Anioły mieszkają wśród nas, chodzą wśród nas, słuchają nas...
Autorka uważa, że współczesne Anioły są nieco inne: nie potrzebują skrzydeł. Unoszą się i latają w morzu a pływają po niebie. Są myśliwymi światła, źródłem szeptów, opiekunami życzeń. Czasem kłóją a czasem pieszczą. Wciąż, jak dawniej, polują na zło i chronią dobro.
Zupełnie jak meduzy są jednocześnie piękne i przerażające, pełne wdzięku i uwodzicielskie.
Ocierając się o cień Anioła odkrywamy naszą wrażliwość. Każdego z nas dotykają Anioły (emocje), ale nie wszyscy jesteśmy ich świadomi, nie zauważamy ich, spychamy w cień... 
A może lepiej dać się im uwieść?

środa, 12 sierpnia 2015

Kreatywne Kobiety

Etui na rower :)
Wszędzie na świecie są Kobiety, które kochają robótki ręczne. I choć (generalizując) chciałybyśmy być (my kobiety) bardzo nowoczesne, samodzielne i samowystarczalne, udawadniać mężczyznom, że kobieta może być conajmniej równie skuteczna i kompetentna zawsze podziwiam i wdzięczna jestem Kobietom rzemieślniczkom.
Sama nie posiadam takiego daru cierpliwości, skupienia i wytrwałości, choć wielokrotnie próbowałam wyczarować rękodzieło. Doceniam spokój jaki wnoszą ręczne robótki. Czas, który można spedzić kreatywnie jednocześnie porządkując myśli, snuć plany. Nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo rozwijające są to czynności dla naszego mózgu (tej drugiej połowy, o której zapominamy ćwicząc matematyczno-logiczne zagadki).
Podziwiam te Kobiety za chęć kultywowania tradycji swoich Matek i Babek. Za umiejętność płynnego wplecenia tego co związane z przeszłością we współczesność. Popatrzcie na "etui" na rower (u góry). Użytkowo - nie ma żadnego uzasadnienia, ale sprawia, że człowiek się uśmiecha. Świat jest kolorowy. 
Idrijskie koronki
Idrijskie koronki pokazała mi Kobieta lat 60+: szczęśliwa, uśmiechnięta, bardzo "dziewczęca". Zręcznie przerzuca kołki z jedwabną nitką. Robi tak od ponad 50 lat. Nauczyła ją Babcia. Zaczęła mając lat 8. Jej sklep to perełka. Każda rzecz wywołuje och-y i ach-y. Nie byłam odosobniona, wystarczyło spojrzeć na każdego kto przekroczył próg. A jaka przyjemność spać w takich koronkach! Jaka była historia powstania tej tradycji? Wymyśliłam ją, nie znam prawdziwej. Idrija to miejsce, w którym od setek lat (konkretnie od XV w) wydobywa się rtęć. Brzmi niełatwo, a na dodatek niezdrowo. Mężczyźni pracowali w kopalniach, kobiety plotły koronki, uciszając niepokój, prosząc Anioła Stróża o opiekę. Tradycja przetrwała do dziś - i ma swoją cenę ;)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Niebanalny Powrót do przeszłości.

ze zbiorów archiwów państwowych
Są wakacje, czas który uwielbiam, bo nareszcie moje Słodkie Duże Dzieci zabiegane w roku szkolnym mają czas i możemy pobyć razem. I mimo zajęć, które (mimo czasu rzekomo wolnego) wszystkie mamy, z radością nadrabiamy "czas stracony" i "robimy zapasy" na wrzesień ;) Rozwijamy nowe pasje, wymyślamy nowe zwyczaje, uśmiechamy się więcej i chętniej. I bardzo mi się to podoba! Polecam :)
Rzeczą, która niezmiernie nasze trzy pokolenia kobiet pochłania to przeszukiwanie archiwów w poszukiwaniu informacji o naszej rodzinnej historii. Szczególnie śladów Zofji - mojej Prababki. O Jej życiu, brutalnie przerwanym i zatartym przez wojnę, wciąż tak mało jeszcze wiemy. Zaglądanie do zapisów w XIX wiecznych księgach, spisanych częściowo jeszcze po polsku a nieco później już tylko cyrylicą - pod rosyjskim zaborem - jest jak wspaniała podróż w niełatwą dla żyjących wówczas przeszłość. Podróż całkiem inna od tej znanej ze szkolnej  lekcji historii. Nasza wspólna, bardzo kobieca Podróż do przeszłości. 
To jak zaglądanie w okno za firankę: dużo się domyślasz, część sobie wyobrażasz, są rzeczy, których nigdy nie zobaczysz.  Chyba, że ktoś odsłoni okno.... A chętnych jest zaskakująco sporo. Rozmowy telefoniczne, w archiwach, muzeach, z historykami. Zawsze życzliwe. Internet to wspaniałe narzędzie. Zajrzyjcie na stronę szukajwarchiwach.pl Ogromna praca ludzi, którzy przejrzeli, sprawdzili, uzupełnili, zabezpieczyli, zeskanowali i udostępnili ogromną ilość ksiąg z wpisami aktów urodzeń, ślubów i zgonów. Jest tych dokumentów więcej, wierzę, że niedługo do nich też będzie można zajrzeć. Ile dni, godzin i jak daleką podróż musiałabym odbyć np 10 lat temu, żeby zebrać to co znalazłam w ciągu ostatnich dni siedząc w domu? Oto wartość dodana pracy i zaangażowania ludzi w połączeniu z nowoczesną techniką.
Wszystkie emocje, kiedy nareszcie wśród setek stron znajdziesz właściwe nazwisko, kolejny element układanki, trop, ślad, wskazówkę drogi, jak iść dalej. Bezcenne.
Jestem szczerze poruszona widząc jak małe skrawki informacji: zaledwie kilka zapisanych linii, blade wspomnienia, strzępki opowieści z dzieciństwa rzucają całkiem inne światło na życie: mojej Babci, mojej Mamy, moje. Gdy wspominam spotkania z - jak mi się długo wydawało - najsurowszą z Babć - wszystko nagle rysuje się w innym, bardziej miękkim i cieplejszym świetle. To co brałam za surowość i oschłość dziś jest ubrane w gesty troski i potrzebę ochrony. Wymagający kurs pokory i hartu ducha. Kim bylibyśmy z innym historycznym bagażem? Wiem, że to nie tylko moja historia. Jest ich wiele, każdy z nas ma jakąś, często wyjątkową. Ja zaglądam do swojej i z zapartym tchem dopisuję nowe linie opowieści.... Świat jest pełen wyjątkowych czynów i dzielnych ludzi z tym tylko, że o bardzo niewielu wiemy.


Zaglądanie w okno za firankę....