niedziela, 19 kwietnia 2015

Po prostu radośnie przekąsić

Przyznałam Wam się ostatnio, że uważam jedzenie, pięknie podane, za jedną z największych przyjemności :)
Oczywiście w umiarze - jak ze wszystkim ;)
Ponieważ obchodziliśmy ostatnio małą rodzinną uroczystość, na zamówienie upiekłam ciasto kajmakowe*.
To dokładne przeciwieństwo mojej wcześniejszej jogurtowej, lekkiej, dietetycznej propozycji. Żadna dieta go nie zaakceptuje. Ale po tygodniu pełnym stresu, niepokoju i ciężkiej pracy kawałeczek "ciastka miliardera" był tym czego potrzebowałam ;)

Mniam!! NIe! nie zjadłam go sama całego :D
Kruche ciasto wg przepisu Matyldy ;)+kajmak+rozpuszczona gorzka czekolada

To nie koniec rozpieszczania się na dziś. Wieczorem, kiedy już wszystko będzie przygotowane (być może ;) na rozpoczęcie nowego tygodnia pośpiechu i zgiełku przekąszę w miłym towarzystwie: winogrona z pysznym, kozim (to może być każdy gatunek) serem. W małych przekąskowych ilościach bardzo dobrze koi duszę i odsuwa nieuchronne do poniedziałkowego poranka ;) Cudowne połączenie słodkiego i słonego smaku... przeciwieństwa się przyciągają ;)

Ceramiczna deska Green Gate - bez niej nie byłoby tak apetycznie :)

Udanego nowego tygodnia!


*Przepisów na ciasta kajmakowe jest nieskończenie wiele i tak naprawdę nie o przepis na ciasto chodzi tylko o kajmak (proszę, dla własnego zdrowia, nie kupujcie tzw. gotowego, w puszce, aromatyzowanego chemicznie).
Bałam się tego przepisu jak bomby zegarowej. Tak go zresztą sobie wyobrażałam. Aż w końcu, po innych nieudanych próbach zrobiłam to: kupiłam puszkę kondensowanego mleka, włożyłam ją do garnka, zalałam wodą i gotowałam na małym ogniu pod przykryciem dwie godziny sprawdzając co 30 min czy woda nie odparowała i czy puszka jest cały czas pod wodą. Cierpliwie, choć z niepokojem poczekałam do następnego dnia (wg instrukcji puszka miała być całkowicie ostudzona). Otworzyłam i: w środku był super pyszny kajmak o doskonałej konsystencji i pięknym, lśniącym kawowo-mlecznym kolorze. Jedyna rzecz, o której nie wiedziałam to konsekwencje dla garnka: jego ścianki i pokrywka były doskonale pokryte klejem (z puszki, a właściwie przyklejonej etykiety). Szczęśliwie użyłam garnka ze stali nierdzewnej, a w szafie miałam płyn do usuwania naklejek, bo inne metody czyszczenia zawiodły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)