środa, 4 lutego 2015

O Korabiewicach i zaangażowaniu - dziś bez dekorowania

Moi drodzy. W powietrzu czuję wiosnę, obserwuję wiejskie psy, sarny i łosie w lesie, ptaki w karmniku i sądzę, że one też czują wiosnę. 
I dziś z tej okazji miało być kolorowo - bardzo :)
I będzie, ale nie dziś. Dziś nie będzie w ogóle o dekorowaniu...
Kiedy odwiedzam facebooka codziennie widzę pytanie: o czym myślisz?
A ja od kilku dni nieustannie myślę o schronisku w Korabiewicach.
Byłam w nim rok temu - niedługo po tym jak schronisko zostało przejęte, w koszmarnym stanie, od poprzedniego "opiekuna".
Chcieliśmy adoptować drugiego psa do naszego rodzinnego stada. Wróciliśmy do domu sami, choć psy były fantastyczne. Dlaczego? Myślę, że to przeznaczenie (choć nie zawsze w nie wierzę ;)
Na naszej drodze - dosłownie - stanął piesek "rasowy".
Kiedy (po rozmowie z Panią, pod domem której pies się od dłuższego czasu błąkał, wykradając jedzenie z kocich misek) wkładałam psa do samochodu pytałam córkę: - zaopiekujemy się starym, ślepym psem?pytanie retoryczne.
Pojechałyśmy bezpośrednio do zaprzyjaźnionej lecznicy: pies zdecydowanie wyglądał na rasowego, ale był bez chipa, numerka, bez jakiejkolwiek możliwości odnalezienia właściciela.
Na pierwszy rzut oka fajny rasowy psiak - nie przypominał tych, które zobaczycie na stronach schroniska w Korabiewicach w chwili przywiezienia. Ale jego oczy były w strasznym stanie z zaschniętą skorupą czegoś na rogówce (tak, żadnej pomyłki, bezpośrednio na rogówce). Rzadka sierść  i pękające, krwawiące poduszki na łapach okazały się wynikiem alergii i złej diety.
Nasza weterynarz Pani Ola pomogła nam po kolei znaleźć psiego okulistę, pozbyć się krwawiących, zagrzybiałych, swędzących łapek, zagrzybiałych uszu i wspierała rozmową.
Zaprzyjaźniliśmy się też z psim Okulistą. Kminek ma tzw. zespół suchego oka - przewlekłą, wrodzoną chorobę oczu spowodowaną brakiem dostatecznej produkcji łez i zmianie ich składu. Ponieważ nikt o te oczy nie dbał od baardzo dawna poza okropnym stanem zapalnym doszło do ukrwienia rogówki co oznaczało praktycznie ślepotę. O swędzeniu, pieczeniu, światłowstręcie i bólu oczu, które mogę sobie tylko wyobrazić nie wspomnę.
Pomoc lekarza okulisty, systematyczne, wielomiesięczne leczenie (polegające na zakraplaniu oczu kilka razy dziennie łącznie trzema rodzajami kropli, w odpowiedniej sekwencji) przyniosło wspaniałe rezultaty - Kminek w dużym stopniu odzyskał wzrok, ukrwienie rogówki ustąpiło. Przestał na spacerach spadać z krawężnika, uderzać w drzewa, włazić w kałuże. Niemniej suchego oka nie można wyleczyć. To choroba na całe życie. Jeśli przerwiemy zakraplanie, wrócimy do punktu wyjścia.

Po roku Kminek jest super członkiem naszego stada (4 ludzi + 2 psy). Nadal starym, ale już nie ślepym ;) Ale jestem przekonana, że jest też jednym z psów z pseudochodowli, który sprawiał swoim pierwszym właścicielom zbyt dużo kłopotów zdrowotnych, a z kolei źrółem tych kłopotów była z dużym prawdopodobieństwem hodowla wsobna, z której go wzięli z chęci posiadania rasowego, ślicznego pieska . Nie jestem naukowcem, ale jestem przekonana, że większość chorób przypisanych rasom, jak chociażby wspomniany zespół suchego oka, ma swoje źródło w pseudochodowlach.

Wrócę do schroniska w Korabiewicach, które przyjęło właśnie 80 piesków pochodzących z jednej z takich nieludzkich fabryk psów rasowych. Te biedne, zmaltretowane psiaki szukają nowych domów. Wiele z nich, co widać na filmikach, będzie potrzebowało współpracy z weterynarzem, opieki intensywniejszej, wytrwałości i troski. Opiekunowie schroniska i wolontariusze, robią teraz coś wspaniałego przywracając te zaniedbane zwierzęta do zdrowia. I to nie jest misja niemożliwa, przeciwnie - w wielkim stopniu, zależnym od życzliwości i pomocy również naszej - skazana na spory sukces. Sukcesem będzie każdy uratowany i zaopiekowany pies.
Moja znajoma z leśnych spacerów, choć przeżywała dużą stratę i nie czuła się na siłach, wzięła pod opiekę roczną sunię. Przygarnęła ją, bo nie mogła już dłużej przechodzić obok obojętnie.
Sunia miała krzywy kręgosłup, powykręcane wąsy, była chuda, niewyrośnięta, osowiała. Tzw. ostatnia z miotu, najsłabsze szczenię, brzydkie kaczątko, którego nikt nie chce. Minęło kilka miesięcy, podczas których się nie widziałyśmy. Teraz sunia jest piękna, silna, ufna i radosna.
Mam jednego psa schroniskowego i jedną "rasową biedę" ;)
Spójrzmy na psiaki schroniskowe przychylnym okiem: im więcej damy z siebie, tym głębszą nawiążemy więź, tym lepszymi będziemy ludźmi, a w naszym czworonogu zobaczymy więcej niż towarzysza zabaw i spacerów.
Nie traktujmy ich ulgowo, bo "biedne i po przejściach" - bądźmy mądrze konsekwentni. Traktujmy je ulgowo czyli spójrzmy na nie, zobaczmy je. Zobaczmy potencjał miłości jaki w nich drzemie.
Więcej o ratowaniu tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)