piątek, 27 lutego 2015

Nowe trendy - MIĘTA

Boho mint

Kolor miętowy - zaraz będzie o nim głośno i zdecydowanie na to zasługuje.
Chociaż mamy ostatnie dni lutego to wszyscy zauważyliśmy sygnały nadchodzącej wiosny:
ptaki zaczęły swój śpiew i taniec godowy w koronach drzew. Stroszą piórka i przybierają bardziej zdecydowane kolory, na drzewach widać pierwsze pąki - niektóre już bardzo chętne żeby wypuścić liście. Dzięki widocznie dłuższemu dniu zioła na parapetach rosną zdecydowanie lepiej niż jeszcze kilka dni temu.
Nadchodzi wiosna, a z nią długo wyczekiwania świeżość i radość.
Taki właśnie jest kolor miętowy, smak miętowy i zapach miętowy: świeży i ożywczy. 
I tego właśnie potrzebujemy wiosną po męczących dniach szarości i zimowego snu :)
Jesteśmy, w większości, bardzo zachowawczy, ostrożnie podchodzimy do dużych zmian we wnętrzu - jak choćby zmiana koloru ścian. Zaryzykuję twierdzenie, że boimy się kolorów. 
Zupełnie niepotrzebnie!
Kolory powszechnie występujące w przyrodzie, a do takich właśnie należy mięta, pasują do wielu innych barw tworząc wspaniałe kompozycje. Dobrze jest więc łączyć miętę z czystą i tzw. złamaną bielą, kolorami kremowym i waniliowym, beżami i brązami. 
Co miłe i zaskakujące mięta doskonale radzi sobie z materiałami tradycyjnymi - jak drewno - ale również z bardziej nowoczesnymi jak metal (oba uwzględniłam w aranżacji na zdjęciu :) a nawet szkłem.
Jaki tak naprawdę jest kolor miętowy? Niejednoznaczny :)  Na pewno obraca się mocno wokół zielonego, ale powinien zawierać domieszkę bieli, błękitu, a także kolorów morskiego i seledynowego. 
Pamiętajmy -, że jeżeli należymy do tych osób powściągliwych, które nie od razu łapią za pędzel i przemalowują ściany - możemy zacząć nasze wiosenne zmiany od dodatków kolorystycznych. 
Nie unikajmy kolorów w życiu! - przypomnę Wam o tym jeszcze wiele razy :D

środa, 11 lutego 2015

Kruche serca żeby zdążyć na Walentynki

Dziękuję za wsparcie, dobre słowo, uśmiech i Miłość. 
Wspaniałego Dnia Zakochanych :)

Dla wszystkich Przyjaciół, Życzliwych i Zakochanych
Upiekłam ciasteczka, walentynkowe kruche serca* żeby wyznać miłość, podziękować za przyjaźń i za bezcenną codzienną życzliwość.
Tradycje są fajne. Zarówno te, które obchodzimy od pokoleń jak i te, które "przytuliliśmy" od innych - Słowo "przytulać" jest w tym przypadku fajne - przyznacie :)

Lukrowane lub nie

Przepis pochodzi od Matyldy - wspaniałej Przyjaciółki mojej Tosi :)

Kruche ciasteczka Matyldy:
400g mąki tortowej
200g cukru
175 g masła (zdecydowanie nie margaryny)
2 jaja
1 łyżeczka ekstraktu wanilii
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli.

Składniki wymieszać (najpierw masło z cukrem na gładką masę, dodać jajka, ponownie wymieszać, na końcu mąka z proszkiem do pieczenia i solą)

Ciasto podzielić na trzy części, uformować z nich płaskie placki i schować na conajmniej godzinę do lodówki (bo jak każde kruche ciasto musi odpocząć ;) Ciasto może przeleżeć w lodówce nawet całą noc - "im bardziej wypoczęte tym lepsze".

Ciasto wyłożyć na opruszoną mąką stolnicę, rozwałkować cienko (3 mm) i powycinać serduszka.

Piec w piekarniku na pergaminie w temp. 180 st.C ok 10 min (aż brzegi ładnie zbrązowieją).

Lukier (jako opcja): cukier puder + niewielka ilość gorącej wody + barwnik (w tym przypadku czerwony- dosłownie kropelka). Po wymieszaniu cukru z wodą mamy otrzymać konsystencję gęstej śmietany (lukier musi dać się rozsmarować, ale nie spływać z ciasteczek - w moim przypadku to ok 4 łyżki cukru i 1 łyżeCZKA wrzątku). Lukier nakładać na ostudzone ciasteczka np. pędzelkiem i zostawić aż lukier wyschnie.

Życzę słodkiej przyjemności :)






Po prostu serca

Serca Lulu
"Miękkie" Serce
Serca Lili
Serce z Girlandy Hjerte 
Walentynkowe kruche serca ;)

niedziela, 8 lutego 2015

Walentynkowo z sercem

Wiem, do Walentynek jeszcze kilka dni, ale ja już zaczynam osładzać moim Walentynkom życie :)
Dlaczego?


Bo to takie proste....
I przyjemne...
więc dlaczego by nie ;)
1.
Zaczynam od ciasta na placki. Można, a nawet trzeba zrobić je sporo wcześniej (nawet kilka godzin). Nie zdawałam sobie z tego sprawy i eksperyment był zbiegiem okoliczności (zrobiłam ciasto naleśnikowe, ale nie zdążyłam usmażyć naleśników - ciasto czekało kilka godzin w lodówce. Gdy wróciłam do smażenia okazało się, że ciasto jest gładkie i jedwabiste jak nigdy wcześniej. Od tej pory każde ciasto na naleśniki czy placki zostawiam na trochę "w spokoju")
Moje ciasto na placki to połączenie dwóch jajek (najlepiej prawdziwych, wiejskich, od szczęśliwych kur), mąki tortowej, opakowania serka ricotta ok 250g (ważny składnik), trochę oleju z pestek winogron (może być słonecznikowy lub rzepakowy) mleko lub kefir, cukier, trochę soli i łyżeczka proszku do pieczenia.
Mamy uzyskać ciasto o konsystencji gęstej śmitany, lejącej się :) *

Smażę na patelni na niewielkiej ilości klarowanego masła - odkładam tak, żeby placki mogły odparować (czyli nie od razu na talerz).
placuszki z ricottą

2.
Jabłka z patelni. Nauczyłam się tego prostego przepisu od Sąsiadki Agnieszki. Kiedyś siedziałyśmy przy herbacie z.... jabłkami z patelni. Proste i pyszne:

Na patelni rozpuścić klarowane masło, gdy się zagrzeje wrzucić na nie pokrojone na kawałki jabłka. Posypać cukrem i lekko podsmażyć ( jabłka mają delikatnie zmięknąć, a cukier z masłem i sokiem z jabłek połączyć).
Używam jabłek szara reneta, bo są kwaskowe i mają odpowiednią konsystencję (twarde lub zbyt miękkie jabłka nie są do tego rzepisu zbyt dobre). Dodaję też do posypania cynamon :)
jabłka z patelni z cynamonem
3.
Latem mrożę owoce: mus z truskawek, borówki, maliny. Kiedy tęsknię za słońcem wyjmuję owocową paczkę i rozmrażam powoli na metalowym sitku.
Borówkowe wspomnienie lata
*wiem, że to mało precyzyjny przepis, ale wiele zależy od wielkości jajek, mąki, konsystencji kefiru. Wybaczcie więc brak szczegółów ml i g i uwierzcie, że to proste :)

czwartek, 5 lutego 2015

Chichot zimy

Czytaliście mojego wczorajszego bloga? 
Mam nadzieję, że tak - z uwagi na schronisko w Korabiewicach. 
Dziś czuję się trochę głupio i słyszę wyraźny chichot zimy :D
Bo jak wiecie, wczoraj czułam wiosnę ha, ha, ha...
... a dziś pierwszym dźwiękiem jaki przedarł się do mojej zaspanej świadomości była uliczna odśnieżarka ha, ha, ha...
Więc od rana zima w mojej głowie chichicze i pewnie zupełnie nie wie, że ja się cieszę ztego miękkiego i puszystego śniegu i już nie mogę się doczekać spaceru po lesie, bo wiem, że będzie cudnie i już.
Wczoraj - jak jeszcze czułam wiosnę - obiecałam, że będzie kolorowo.
Lubię dotrzymywać słowa :)


kolor, kształt, wrażenie


Poza tym kolor w życiu jest potrzebny, tak samo jak światło i przestrzeń. 
Zawsze jest dobry moment na to żeby je do nas zaprosić .


Kaza - etniczne klimaty. Więcej zdjęć na passion4home.pl

środa, 4 lutego 2015

O Korabiewicach i zaangażowaniu - dziś bez dekorowania

Moi drodzy. W powietrzu czuję wiosnę, obserwuję wiejskie psy, sarny i łosie w lesie, ptaki w karmniku i sądzę, że one też czują wiosnę. 
I dziś z tej okazji miało być kolorowo - bardzo :)
I będzie, ale nie dziś. Dziś nie będzie w ogóle o dekorowaniu...
Kiedy odwiedzam facebooka codziennie widzę pytanie: o czym myślisz?
A ja od kilku dni nieustannie myślę o schronisku w Korabiewicach.
Byłam w nim rok temu - niedługo po tym jak schronisko zostało przejęte, w koszmarnym stanie, od poprzedniego "opiekuna".
Chcieliśmy adoptować drugiego psa do naszego rodzinnego stada. Wróciliśmy do domu sami, choć psy były fantastyczne. Dlaczego? Myślę, że to przeznaczenie (choć nie zawsze w nie wierzę ;)
Na naszej drodze - dosłownie - stanął piesek "rasowy".
Kiedy (po rozmowie z Panią, pod domem której pies się od dłuższego czasu błąkał, wykradając jedzenie z kocich misek) wkładałam psa do samochodu pytałam córkę: - zaopiekujemy się starym, ślepym psem?pytanie retoryczne.
Pojechałyśmy bezpośrednio do zaprzyjaźnionej lecznicy: pies zdecydowanie wyglądał na rasowego, ale był bez chipa, numerka, bez jakiejkolwiek możliwości odnalezienia właściciela.
Na pierwszy rzut oka fajny rasowy psiak - nie przypominał tych, które zobaczycie na stronach schroniska w Korabiewicach w chwili przywiezienia. Ale jego oczy były w strasznym stanie z zaschniętą skorupą czegoś na rogówce (tak, żadnej pomyłki, bezpośrednio na rogówce). Rzadka sierść  i pękające, krwawiące poduszki na łapach okazały się wynikiem alergii i złej diety.
Nasza weterynarz Pani Ola pomogła nam po kolei znaleźć psiego okulistę, pozbyć się krwawiących, zagrzybiałych, swędzących łapek, zagrzybiałych uszu i wspierała rozmową.
Zaprzyjaźniliśmy się też z psim Okulistą. Kminek ma tzw. zespół suchego oka - przewlekłą, wrodzoną chorobę oczu spowodowaną brakiem dostatecznej produkcji łez i zmianie ich składu. Ponieważ nikt o te oczy nie dbał od baardzo dawna poza okropnym stanem zapalnym doszło do ukrwienia rogówki co oznaczało praktycznie ślepotę. O swędzeniu, pieczeniu, światłowstręcie i bólu oczu, które mogę sobie tylko wyobrazić nie wspomnę.
Pomoc lekarza okulisty, systematyczne, wielomiesięczne leczenie (polegające na zakraplaniu oczu kilka razy dziennie łącznie trzema rodzajami kropli, w odpowiedniej sekwencji) przyniosło wspaniałe rezultaty - Kminek w dużym stopniu odzyskał wzrok, ukrwienie rogówki ustąpiło. Przestał na spacerach spadać z krawężnika, uderzać w drzewa, włazić w kałuże. Niemniej suchego oka nie można wyleczyć. To choroba na całe życie. Jeśli przerwiemy zakraplanie, wrócimy do punktu wyjścia.

Po roku Kminek jest super członkiem naszego stada (4 ludzi + 2 psy). Nadal starym, ale już nie ślepym ;) Ale jestem przekonana, że jest też jednym z psów z pseudochodowli, który sprawiał swoim pierwszym właścicielom zbyt dużo kłopotów zdrowotnych, a z kolei źrółem tych kłopotów była z dużym prawdopodobieństwem hodowla wsobna, z której go wzięli z chęci posiadania rasowego, ślicznego pieska . Nie jestem naukowcem, ale jestem przekonana, że większość chorób przypisanych rasom, jak chociażby wspomniany zespół suchego oka, ma swoje źródło w pseudochodowlach.

Wrócę do schroniska w Korabiewicach, które przyjęło właśnie 80 piesków pochodzących z jednej z takich nieludzkich fabryk psów rasowych. Te biedne, zmaltretowane psiaki szukają nowych domów. Wiele z nich, co widać na filmikach, będzie potrzebowało współpracy z weterynarzem, opieki intensywniejszej, wytrwałości i troski. Opiekunowie schroniska i wolontariusze, robią teraz coś wspaniałego przywracając te zaniedbane zwierzęta do zdrowia. I to nie jest misja niemożliwa, przeciwnie - w wielkim stopniu, zależnym od życzliwości i pomocy również naszej - skazana na spory sukces. Sukcesem będzie każdy uratowany i zaopiekowany pies.
Moja znajoma z leśnych spacerów, choć przeżywała dużą stratę i nie czuła się na siłach, wzięła pod opiekę roczną sunię. Przygarnęła ją, bo nie mogła już dłużej przechodzić obok obojętnie.
Sunia miała krzywy kręgosłup, powykręcane wąsy, była chuda, niewyrośnięta, osowiała. Tzw. ostatnia z miotu, najsłabsze szczenię, brzydkie kaczątko, którego nikt nie chce. Minęło kilka miesięcy, podczas których się nie widziałyśmy. Teraz sunia jest piękna, silna, ufna i radosna.
Mam jednego psa schroniskowego i jedną "rasową biedę" ;)
Spójrzmy na psiaki schroniskowe przychylnym okiem: im więcej damy z siebie, tym głębszą nawiążemy więź, tym lepszymi będziemy ludźmi, a w naszym czworonogu zobaczymy więcej niż towarzysza zabaw i spacerów.
Nie traktujmy ich ulgowo, bo "biedne i po przejściach" - bądźmy mądrze konsekwentni. Traktujmy je ulgowo czyli spójrzmy na nie, zobaczmy je. Zobaczmy potencjał miłości jaki w nich drzemie.
Więcej o ratowaniu tutaj.