środa, 10 grudnia 2014

O grudniowym, najpiękniejszym malowanym poranku...

Zaczęło się od dłuuugo dzwoniącego budzika.
Zanim zlokalizowałam dźwięk i przyczynę minęła chwila. Dookoła panowała ciemność, a ja byłam taaaka zmęczona...
Dyscyplina poranna "trzasnęła tuż obok bacikiem" i kazała mi wstać. Natychmiast!!
Zimowe poranki są naprawdę trudne. I nawet przez moment w tamtej grudniowej chwili nie przeszło mi przez myśl, że ten będzie najpiękniejszy.... z dotychczasowych.
Bo tu muszę do czegoś się przyznać: niby grudzień, niby zaraz święta, sąsiadki biegają w pośpiechu z zakupami a ja nie czuję świąt. To przerażające tym bardziej, że już o świętach i dekoracjach zaczęłam pisać, przywoływać wspomnienia, ale gdyby nie moje łosie to z dekoracji niewiele by wyszło.....
A wracając do najpiękniejszego poranka: z poczuciem obowiązku wstałam z łóżka żeby zobaczyć za oknem co z wczorajszą wieczorną mgłą (myśląc o tym, że powinnam wyjechać wcześniej, bo na drogach pewnie ślisko, a tu zdążyć trzeba itd) i ZOBACZYŁAM MAGIĘ GRUDNIOWEGO, MALOWANEGO MGŁĄ PORANKA.

leniwie wstawał dzień...
Każdy płot, każda gałązka, każde źdźbło trawy pomalował cud. Było jeszcze ciemno, a z tarasu u Sąsiadów patrzył na mnie zadziornie kot: tymczasem oboje cieszyliśmy się tą samą chwilą :)
Nie mogłam doczekać się wschodu słońca żeby zobaczyć to:
Trzmielina pospolita - zima też jest kolorowa :)

Róża - doskonale herbaciana
To co naprawdę chcę napisać to, że żadne dekoracje nie zastopią tych, które przygotowuje dla nas życie. Ich magia polega na zaskoczeniu, ulotności i dobrych uczuciach jakie w nas budzą :)

1 komentarz:

  1. O jak pięknie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Jak z jakiejś NARNII !!!!
    Gdzi ejest tak pięknie?

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedzenie mojego bloga, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)