niedziela, 28 grudnia 2014

Mandarynka symbol pomyślności i obfitości

Hong Kong: mandarynkowe szaleństwo noworoczne

Zbliża się Nowy Rok.
Teraz już wielkimi krokami, praktycznie biegnie nam na spotkanie.
Powinniśmy otworzyć szeroko ramiona i przyjąć Go z radością.
Przyniesie nam to na co się otworzymy i co zobaczy w naszych oczach.
Więc na te kilka dni przed jego metą pozbądźmy się wszelkiego smutku i obaw - przygotujmy się na wspaniałe powitanie nowego i DOBREGO.
Niech Nowy Rok zobaczy w naszych oczach radość oczekiwania i wiarę spełnienia marzeń - subtelną, nie zachłanną ;) - bo trzeba coś zostawić na kolejne lata.
Jeśli ma nam to pomóc w kreowaniu dobrego nastroju podeprzyjmy się znakami lub symbolami.
Przykład?
Mamy wspaniały sezon na pomarańcze i mandarynki. Właśnie w grudniu są najsmaczniejsze: słodkie i soczyste, łatwo je obrać i jeszcze łatwiej zjeść.
Dużo wody, mało cukru ;) bogactwo witamin.
A co symbolizują?
W chińskiej tradycji POMYŚLNOŚĆ, OBFITOŚĆ i SZCZĘŚCIE.
Wyraz "mandarynka" w języku chińskim brzmi bardzo podobnie do wyrazu "szczęście", a "pomarańcza" podobnie do "bogactwa". Stąd Chińczycy, bawiąc się słowami, obdarowują się na nowy rok tymi owocami życząc sobie wzajemnie szczęścia i pomyślności. Dodatkowo: błyszczący, pomarańczowy kolor owoców symbolizuje złoto.
Dekorowanie mandarynkami wszelkich pomieszczeń: mieszkań, biur, sklepów itd. jest bardzo ważne w chińskiej tradycji symboli noworocznych. Stawiane w formie drzewka przy drzwiach lub podobnie jak u nas w misach na stole w salonie czy na biurku w pracy mają przynieść pomyślność i szczęście.
Przyjmijcie ode mnie z najlepszymi życzeniami to chińskie drzewko jako symbol Nowego i Wspaniałego nadchodzącego Nowego Roku :)

Hong Kong: uliczne mandarynkowe drzewko szczęścia




czwartek, 25 grudnia 2014

O najcenniejszych dekoracjach...


Najpiękniejsze dekoracje świąteczne z naszej rodzinnej kolekcji to te zrobione przez nasze Córki na zajęciach plastycznych w szkole.
Pani Jadzia  - prawdziwa artystka i pasjonatka co roku konsekwentnie przygotowywała odlewy gipsowe. Pomalowane ręcznie przez Młodych Plastyków co roku były wspaniałym prezentem dla nas- Rodziców. Kolekcja rosła z roku na rok.
Dziś są najcenniejszymi ozdobami i kryją bardzo fajne wspomnienia.
Na ich zrobienie nigdy nie jest za późno :)








niedziela, 21 grudnia 2014

O przedmiotach, które "łapią słońce"

Jesienna zima. Tak powinniśmy nazwać nową porę roku, którą teraz mamy. Nie rozpieszcza: mało światła, zachmurzone niebo, brak śniegu. Jesień nie powinna gościć u nas aż tak długo.
Pamiętam, że dwa lata temu, podobnie zachowywała się zima: przyszła i nie chciała odejść.
Zachłannie łapię światło w każdej formie, najmniej chętnie elektrycznej. Stąd cieszą mnie wszystkie przedmioty, które odbijają światło i potęgują jego efekt.
Oczywiście najlepsze są te, które mają gładką, lśniącą np. glazurowaną powierzchnie:

Dekoracyjne owoce Tivi

Doskonale sprawdzają się te, które nie tylko dobrze odbijają światło, ale dodatkowo mają ciepły, naturalny kolor:
Dekoracyjne kule perłowe

Bezkonkurencyjne są te, które lśnią brokatem:
Figurki Sowy Snow

Często wystarczy drobiazg :)

piątek, 19 grudnia 2014

O cynamonie...

Jaki jest Wasz zapach Świąt?
Choinka? - magiczny zapach żywicy. Najpierw pojawia się drzewko, za nim światełka, bombki, łańcuchy, kolędy, rozmowy z Najbliższymi przy stole...
A może barszcz z pierogami lub grzybowa z łazankami? też zapach lasu, przyjemne ciepło rozchodzące się powoli...
Dla mnie najwspanialszy jest zapach... cynamonu. Wiem, trochę egzotycznie, ale:
Ponieważ pogoda rozczarowuje brakiem śniegu i niestety najbliższe dni nie przyniosą zmiany to na poprawę nastroju i "wywołanie ducha Świąt" przywołałam na pomoc cynamon.
Tak naprawdę naprowadziła mnie na ten trop moja niezastąpiona, radosna Tosia. Poprosiła o upieczenie cynamonowych bułeczek na Wigilię szkolną.
I tak oto właśnie cynamon zmienił oblicze całego domu. Bo skoro mowa o przeróżnych dekoracjach nie wolno lekceważyć naszego zmysłu zapachu. Wie o tym każdy kto przechodzi obok piekarni - zapach świeżego pieczywa bardzo bardzo sugestywnie wywołuje w nas uczucie głodu. To prawda stara jak świat.
U mnie podobny efekt wywołał cynamon i już nie ma (aż takiego dużego) znaczenia brak śniegu, jutro zaproszę do domu choinkę, na Wigilię nie zapomnę upiec świeżego chleba ;)

cynamonowe bułeczki*

wygodne pudełko "na wynos" lub do przechowywania zapraszam do Passion4Home

Przepisów na cynamonowe bułeczki jest chyba nieskończenie wiele. Internet jest ich pełen. Jeśli macie w sobie dość cierpliwości żeby zrobić dobre, drożdżowe ciasto* (co jest naprawdę proste jeśli tylko pamięta się o cierpliwości ;) macie sukces w ręku. Reszta to nadzienie z masła, cynamonu i cukru, które trzeba rozsmarować cienką warstwą na rozwałkowanym cieście.
po posmarowaniu nadziniem (cienka warstwa) ciasto zwinąć w rulon

pokroić na grupość ok 2 cm, wyłożyć na papier na blasze i piec 12 min w temp.180 st C

Ciasto drożdżowe:
700 g mąki tortowej + 2 opakowania drożdży (suszonych) + 120 g cukru + szczypta cukru 
(nie sypać na drożdże!)
Suche składniki wsypać do miski robota kuchennego. Tymczasem:
300 ml mleka + 120 g masła
masło rozpuścić w ciepłym mleku, gdy nieco wystygnie wbić 4 jajka, wymieszać.
Całość wlać do suchych składników i wyrabiać (najlepiej w robocie kuchennym) ok 10 min.
Pozostawić (cierpliwie ;) pod przykryciem do wyrośnięcia conajmniej godzinę. 
Wyłożyć na oprószoną mąką stolnicę, podzielić na dwie częśći i rozwałkować na kształt prostokąta. 
Posmarować cienko 1/2 nadzienia
( całość nadzienia: 200 g miękkiego masła +3 łyżeczki cynamonu + 125 g cukru). 
Resztę już znacie.
Smacznego,




niedziela, 14 grudnia 2014

O pigwie...

Być może to kara za plotkowanie w listopadowym poście ;), a może po prostu dopadł mnie wirus - niezależnie od przyczyny trzęsie mną i kości mam zmarznięte.
Zanim jednak poddam się chorobie i - z niekłamaną przyjemnością- wejdę do łóżka pod kołdrę wypróbuję sposób mojej mamy: herbata z pigwą.

Konfitura z pigwy

I uwierzcie, że nie będę się poświęcać, żaden "kwas" ani "gorycz" nie będą wykręcać mi ust.
Bez wyrzutów sumienia (o nazwie dieta) zaparzę herbatę i posłodzę ją solidną dawką wit C z cukrem.
I choć przepis, który w mojej rodzinie stosowany jest od pokoleń, z uwagi na obróbkę cieplną pewnie nie jest doskonały (licząc na wykorzystanie zawartych w pigwie wit C i związków mineralnych pewnie lepiej poszukać innego, kóry nie używa ognia) to gorąco go polecam i życzę smacznego :)

Przepis na konfiturę z pigwy: 
4 duże pigwy (lub odpowiednio mniej małych) umyte i oczyszczone z pestek, 1/2 kg cukru i 1/2 litra wody.
Wodę z cukrem zagotować na małym ogniu i poczekać aż cukier się rozpuści (mieszać od czasu do czasu).
W międzyczasie pigwy (po oczyszczeniu z pestek) pokroić na cienkie plastry lub w kwadraty.
Pigwę wrzucić do syropu. Opcjonalnie można dodać kilka goździków, cynamon, skórkę cytryny (wg uznania) i gotować na wolnym ogniu aż owoce zmiękną.
Powstałą w ten sposób konfiturę wlać do czystych słoiczków, szczelnie zamknąć. Słoiczki odwrócić do góry dnem, przykryć ściereczką i pozostawić do ostygnięcia. Przechowywać w chłodny, ciemnym miejscu.
Do herbaty wystarczy dodać łyżeczkę lub dwie konfitury. 
Najsmaczniejsze są owoce pigwy z konfitury namoczone w mocnej, czarnej herbacie :)



piątek, 12 grudnia 2014

O malowanych mrozem szybach...

Szyby malowane mrozem...wspomnienie dzieciństwa :)

Marzy mi się drewniana chatka w zaśnieżonych górach z takimi właśnie naturalnie pomalowymi mrozem oknami, z trzaskającym ogniem na kominku, saniami...
W takiej chatce, w Bukowinie Tatrzańskiej, jako mała dziewczynka spędzałam z Rodzicami ferie, zrywając sople z niskich dachów, budując korytarze w wielkich zaspach śniegu.
Najmilej wspominam chwile kiedy ciepłym powietrzem oddechu malowałam na szybach fantazyjne, lodowe wzory...
Coraz rzadziej można spotkać okna malowane mrozem. Większość z nich została wymieniona na nowe, szczelne, plastikowe. Mamy ciepło, czysto i cicho...
I mimo tych wszystkich, bezsprzecznych zalet w okresie Świąt Bożego Narodzenia żałuję, że moje Córki nie widziały szyb malowanych nocą przez mróz, nie zmieniały ornamentów ciepłym oddechem, nie wyglądały przez maleńkie, odszronione kółeczko na zimowy świat.
Passion4Home

Obok biurka stawiam lampiony, które najlepiej jak to możliwe przywołują bajkowe, dziecięce wspomnienia :)
Passion4Home




czwartek, 11 grudnia 2014

O naturalnych anielskich włosach... Pająka

Uwielbiam na choince wszystko co świeci, błyszczy i odbija światło: bombki, połyskliwe łańcuchy, nawet cukierki w lśniących papierkach...
Jedyne czego nie rozumiałam, nie używałam, bo nie lubiłam to anielskie włosy. Uważałam, że wprowadzają chaos, bałaganią, plączą się i zasłaniają inne ozdoby.
Do dziś!! Dziś spojrzałam innym wzrokiem na anielskie włosy i ... na pająki.
Co je łączy?
Różni ludzie mają różną "tolerancję" na pająki: niektórych fascynują, są tacy, którzy je ignorują ale również tacy, którzy przez nie z przerażenia chorują, nie licząc tych u których wywołują dreszcz ;)
A ja coraz bardziej je doceniam. Choćby dlatego, że to one stworzyły anielskie włosy :)


Zachwycamy się nimi we wrześniu nazywając Babim latem, gdy lśnią w słońcu wczesnej jesieni. 
A później zapominamy i nie dostrzegamy aż do wiosny.
Dziś odkryłam je zupełnie na nowo: nieopisanie piękne, niepowtarzalne, ulotne dekoracje, naturalne anielskie włosy Pająka  - pajęczyny :)


Przechodziłam obok nich codziennie, ale odkąd słońce schowało się za jesiennie szare chmury były zupełnie niewidoczne. Wieczorna mgła i nocny mróz wydobyły z nich zupełnie niespodziewane kompozycje :)




środa, 10 grudnia 2014

O grudniowym, najpiękniejszym malowanym poranku...

Zaczęło się od dłuuugo dzwoniącego budzika.
Zanim zlokalizowałam dźwięk i przyczynę minęła chwila. Dookoła panowała ciemność, a ja byłam taaaka zmęczona...
Dyscyplina poranna "trzasnęła tuż obok bacikiem" i kazała mi wstać. Natychmiast!!
Zimowe poranki są naprawdę trudne. I nawet przez moment w tamtej grudniowej chwili nie przeszło mi przez myśl, że ten będzie najpiękniejszy.... z dotychczasowych.
Bo tu muszę do czegoś się przyznać: niby grudzień, niby zaraz święta, sąsiadki biegają w pośpiechu z zakupami a ja nie czuję świąt. To przerażające tym bardziej, że już o świętach i dekoracjach zaczęłam pisać, przywoływać wspomnienia, ale gdyby nie moje łosie to z dekoracji niewiele by wyszło.....
A wracając do najpiękniejszego poranka: z poczuciem obowiązku wstałam z łóżka żeby zobaczyć za oknem co z wczorajszą wieczorną mgłą (myśląc o tym, że powinnam wyjechać wcześniej, bo na drogach pewnie ślisko, a tu zdążyć trzeba itd) i ZOBACZYŁAM MAGIĘ GRUDNIOWEGO, MALOWANEGO MGŁĄ PORANKA.

leniwie wstawał dzień...
Każdy płot, każda gałązka, każde źdźbło trawy pomalował cud. Było jeszcze ciemno, a z tarasu u Sąsiadów patrzył na mnie zadziornie kot: tymczasem oboje cieszyliśmy się tą samą chwilą :)
Nie mogłam doczekać się wschodu słońca żeby zobaczyć to:
Trzmielina pospolita - zima też jest kolorowa :)

Róża - doskonale herbaciana
To co naprawdę chcę napisać to, że żadne dekoracje nie zastopią tych, które przygotowuje dla nas życie. Ich magia polega na zaskoczeniu, ulotności i dobrych uczuciach jakie w nas budzą :)

środa, 3 grudnia 2014

O rewelacyjnej Dorynie w Teatrze Narodowym i rekwizytach

Doryna - po lewej - zdjęcie pobrane ze strony www.ludzieteatru.pl


W sobotę w Teatrze Narodowym w Warszawie po raz kolejny mogliśmy oglądać Świętoszka Moliera we wspaniałej obsadzie. Nie chcę pisać recenzji ze spektaktu. Nie czuję się na siłach. Natomiast mam ogromną potrzebę podzielić się z Wami moimi wrażeniami:
przede wszystkim Doryna zagrana rewelacyjnie przez Beatę Ścibakównę.
Taką osobę chce się mieć po swojej stronie, kogoś kto z taką miłością, oddaniem i żarem będzie walczył o ciebie, gdy się pogubisz i stracisz horyzont z oczu. Możecie powiedzieć, że taką Dorynę stworzył Molier i na pewno wiele w tym prawdy. 
Ale to dopiero rola - trzeba ją jeszcze zmienić grą w wiarygodną postać i to się pani Beacie udało. 
Dla mnie: porywająca kreacja, dla której warto wybrać się w sobotnie popołudnie do teatru! Zostaje w pamięci o wiele dłużej...
***
Ponieważ na świat patrzę obrazami moją uwagę, dzięki bardzo dobrej pracy światłem, oprócz pięknych tkanin przyciągnął niezwykły rekwizyt: wózek inwalidzki a szczególnie jego pełne, zdobne, koła. Uwielbiam ładne przedmioty, a ten sprawiał wrażenie wyjątkowego. Szukałam zdjęcia w internecie, które by pokazało Wam o czym mówię, ale niestety żadnego nie znalazłam.  
Aż żal, że nie widuje się takich wózków w dzisiejszych czasach.
***
Brak zdjęć w blogu, który aspiruje do inspirowania obrazem jest niezrozumiałe. Tym bardziej, że chcę w nim publikować własne zdjęcia (licząc na Twoje Czytelniku komentarze).
Czuję, że powinnam się wytłumaczyć:
Teatr jest miejscem szczególnym z uwagi na zaangażowanie aktorów w grę na żywo. Przychodzą w sobotę wieczorem, zostawiając w domu (lub czasami na widowni) najbliższych i spędzają czas z nami. Wyskakiwanie z aparatem byłoby niewłaściwe.
Z drugiej strony wiem, że nie będziesz wybierał się do teatru żeby zobaczyć rekwizyt choćby był (a jest!!) najbardziej wyjątkowy.
Więc choć to blog o dekorowaniu, pewnie zauważyłeś, że czasem błądzę po innych wątkach z potrzeby serca. Tym razem to była rola Doryny :)
Licząc na wyrozumiałość, pozdrawiam ciepło...



wtorek, 2 grudnia 2014

O dekoracjach Świątecznych


Passion4Home.pl

Pamiętam jak dawno temu kupowałam ozdoby świąteczne do mojego pierwszego, wynajmowanego mieszkania. Z uwagi na ograniczony budżet było ich bardzo niewiele ale radość ogromna. Ta radość towarzyszy mi niezmiennie, co roku a potęguje ją pierwszy śnieg.
Z czasem moja kolekcja ozdób Świątecznych rosła i przez to stawała się coraz bogatsza. I tak z kolejnymi latami pudełka odkładane po świętach do schowania były coraz większe i coraz cięższe. Ale tu z pomocą przyszły przedszkolne a później szkolne choinki i możliwość podzielenia się nadmiarem bombek i łańcuchów :)
Od jakiegoś czasu mam zasadę, żeby nie robić zakupów ozdób świątecznych już z takim wielkim apetytem jak kiedyś, ale żeby co roku jednak coś zmieniać w dekoracjach po to żeby Święta były inne od zeszłorocznych. To zadziwiające jaką dużą różnicę mogą zrobić małe zmiany.
Oczywiście mam swoje ulubione dekoracje, które towarzyszą mi od lat. Należy do nich Anioł w czerwonej szacie, brzuchaty, wypachany Mikołaj i bombki, które dostałam w prezencie przed laty od dawno niesłyszanej Przyjaciółki...
Magia zakupów przedświątecznych jest bardzo zaraźliwa ;) kiermasze, sklepy, błyszczące lampki.
W tym roku nie mogłam się oprzeć reniferom ( lub łosiom, o których pisałam już na blogu).
Nie wiem czy mogę się przyznać, że towarzyszą mi i niezmiennie wywołują uśmiech już od października.
Kolorystycznie "zaprzyjaźniły się" z gałązkami trzmieliny pospolitej i ostrokrzewu. Będzie mi miło jeśli Was również zainspirują... c.d.n.


poniedziałek, 1 grudnia 2014

O prawdziwym miękkim futrze w domu...



Corki codziennie odmienia nasze życie i uczy żyć teraźniejszością bez oglądania się wstecz.
Tytuł jest trochę przewrotny. Ale, choć demontracje przeciw naturalnym futrom przybierają na sile, ja chcę was prosić o rozwarzenie możliwości przygarnięcia miękkiego, naturalnego futra do domu:)
Ostatnie noce były naprawdę zimne, a w miskach w schroniskach dla zwierząt zamarza woda.
Przed nami długa zima i ferie: najpierw świąteczne później szkolne podczas których, jak co roku, wiele zwierząt straci dom.
W moim życiu zawsze były psy lub tęsknota za psami. Zawsze kochałam je ogromną miłością popełniając masę błędów "wychowawczych". Później była praca, dom, więcej pracy, małe dzieci i z miłości do psów - ich brak. Założyłam, że nie mając czasu, który mogłabym psu poświęcić nie powinnam mieć psa w domu.
Dziś są dwa psy i wielki apetyt na kolejnego. Warunkiem mojego męża było przyjęcie psa wyłącznie takiego, który potrzebuje domu, czyli psa z adopcji. Nie szczeniaka tylko dorosłego, porzuconego, zaniedbanego, "z bagażem".
Przed adopcją obejrzeliśmy rodzinnie wiele odcinków "Zaklinacza psów". Osobiście polecam, choć wiem, że wzbudza kontrowersje. Przeczytaliśmy książki*, odpowiedzieliśmy sobie na pytania o podział obowiązków i odpowiedzialność za żywe stworzenie. Czytając uważnie opisy wybraliśmy psa z warszawskiego Palucha. To najwspanialszy Pies na świecie: posłuszny, czuły, oddany, wyjątkowy. Nasza córka, która jeszcze tak niedawno bała się psów jest teraz świadomą, uważną i odpowiedzialną przewodniczką stada umiejącą nie tylko zajmować się psami, ale również odczytywać ich język. Często powtarza, że dom bez psa, nie jest domem.
Kanony piękna nie istnieją :)
Wszystko dzięki adopcji zwierzaka, który potrzebował wsparcia. Nasi Sąsiedzi i Znajomi nie wierzyli, że u nas rano z psami wychodzą Dzieci (ja też chyba, nie wierzyłam w to na początku ;). Ale jestem z naszych córek bardzo dumna i widzę jak wiele daje im wzajemna relacja z czworonogami.
Bywa ciężko gdy leje deszcz, wieje wiatr, zacina śnieg. Gdy trzeba wyjść o 5 rano, bo pies coś niepostrzeżenie na wieczornym spacerze zżarł i boli go brzuch. Ale miękkie puchate futro i spojrzenie psich oczu rekompensuje te sporadyczne niedogodności.

Kminek uczy nas wiele o prawdziwej Przyjaźni przez wielkie P
Co zyskujemy przyjmując do siebie psa?:
Najbardziej oczywistą odpowiedzią jest: Przyjaciela na całe jego życie, takiego, który wstanie z nami o każdej porze (nawet tej najbardziej nieprzyzwoitej ;), będzie przy nas w chwilach najlepszych i najgorszych, nauczy nas spokoju, cierpliwości, zadba o naszą kondycję fizyczną wyciągając na spacery, dzięki niemu poznamy nowych ludzi - być może nowych Przyjaciół:)
O czym musimy pamiętać przyjmując do siebie psa?:
Pies jest zwierzęciem stadnym, więc decyzja jego przygarnięcia powinna być zgodną decyzją całej rodziny. Od razu musimy ustalić, gdzie w naszej rodzinie będzie miejsce psa (i nie chodzi o legowisko tylko o pozycję w stadzie), a później pamiętajmy że pies najlepiej współpracuje z nami gdy jesteśmy spokojni, konsekwentni i pełnimy rolę przewodnika. Pamiętajmy, że przygarnięty pies dostaje nowe życie i wcale nie chce, nie potrzebuje wracać do starego. Jest jak czysta kartka i w dużej mierze od nas zależy jak dalej będzie wyglądać jego historia :)
Czyż to nie wspaniałe?
Więc jeśli lubisz spacery i masz gdzie na nie wychodzić, jeśli czujesz, że możesz pomóc i zaopiekować się futrzakiem - z całego serca zachęcam do adopcji.
A może zechcesz wspomóc darowizną pobliskie schronisko żeby pomóc przetrwać zimę - najtrudniejszy dla zwierząt czas.

*Do przeczytania polecam:
Jan Fennel: Zapomniany język psów.
Jan Fennel: Twój najlepszy przyjaciel.
Cesar Millan: Jak być przywódcą stada.
Cesar Millan: Jak wychować idealnego psa.
Cesar Millan: Zaklinacz psów. Proste metody rozwiązywania problemów twojego psa.
Elizabeth Marshall Thomas: Tajemne życie psów.
John Grogan: Marley i ja