środa, 28 czerwca 2017

Burza


Słuchałam w nocy deszczu czekając aż skończy płakać. Nad ranem miałam do niego żal, że rujnuje moje poranne rowerowe plany. Dopiero koło południa przestał i zrobił miejsce dla słońca. A prawda jest taka, że dziś nie byłoby tak piękne, gdyby nie deszcz...

Tak myślałam, idąc przez las, patrząc na prześlizgujące się wśród koron drzew jasne promienie słońca. Powietrze było ciężkie, wilgotne, a komary wściekle atakowały mnie i zdyszane mordy psów.
Zauważyłam, że najczęściej siadają tuż przy psich oczach i na czubkach nosów czyli tam, gdzie najłatwiej przedrzeć się przez psią sierść. Przyroda to potęga.
Błękitne niebo i gorące powietrze niczego nie zwiastowały. Tymczasem nocny i poranny deszcz, były zaledwie uwerturą przed popołudniową burzą. Gdy się rozpętała pochłonęła wszystko i rozlała na długie godziny niemal całkowitą ciemność. Tylko jej groźne warknięcia przecinały fajerwerki jasnych błyskawic. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek przeżyła taką burzę. Długą, ciężką i głośną. Sprawiała wrażenie, jakby miała nie mieć końca. Jak gęsta fala długo powstrzymywanego gniewu. Nie było w niej nic pięknego.
Przypomniał mi się opis burzy Haruki Murakami:
"I kiedy w końcu burza ucichnie, nie będziesz pamiętał jak się z niej wydostałeś, jak w ogóle udało ci się przeżyć. Nie będziesz nawet pewien, czy burza na pewno się skończyła. Ale jednego możesz być pewien. Gdy wydostaniesz się z burzy, nigdy już nie będziesz tym samym człowiekiem, który się w niej znalazł. O to właśnie w burzy chodzi..."
Wiecie, już że nie o burzę chodzi. A może jednak?
Burza jest wspaniałą metaforą. Każdy z nas, i tą letnią i tą w życiu inaczej przeżywa. Jedni są dzielni i nieustraszeni, inni - jak mój pies Kminek - ze strachu chowają się w najciemniejszy kąt. Burza potrafi ledwie nas nastraszyć lub ciskać wielogodzinne gromy jak dzisiejsza, przytłaczać czernią nieba i zasłaniać świat ścianą wody. Jaka by nie była mija. A po burzy zazwyczaj wstaje nowy, słoneczny dzień.
Po tej burzy w niemeteorolicznej też 💛





poniedziałek, 22 maja 2017

Majowienie


Dzbanek Stephanie dusty blue i taca biała okrągła od Green Gate
Skąd się wzięło Majowienie? Maj to taki szczególny miesiąc, na który się czeka, o którym się marzy. Cudowny, ciepły, kwitnący, kolorowy, zakochany.... na pewno każdy doda jeszcze coś od siebie.
Codziennie spacerując z psami spoglądam na kasztanowiec rosnący przy chodniku. Co roku - w maju - pięknie kwitnie na różowo. Jest jeszcze stosunkowo niewielki. Pamiętam gdy został posadzony. Nie wiem czy będę tu jeszcze mieszkać i doczekam jego dorosłości... 
Dzieciństwo miał niełatwe, co wiosnę podgryzał go o świcie łoś mieszkający po sąsiedzku. Jednak odkąd w ubiegłym roku sąsiad ogrodził swoją działkę leśną łoś stracił dostęp do kasztanowca. Na szczęście dla drzewa, łoś pewnie ma żal...a mi brakuje widoku łosia z mordą schowaną w gałęziach.
W tym roku, choć właśnie wkroczyliśmy w drugą połowę maja, kwiaty kasztanowca nie są jeszcze gotowe by w pełni zakwitnąć. Małe, ściśnięte zawiązki kwiatów czekają w ukryciu, wolno i nieufnie rozwijając pierwsze kwiatki.  Będziecie się pewnie śmiać, ale wierzę, że tegoroczna wiosna nie jest gotowa na dorosłość i matury zupełnie jak ja 😉
Nie dostrzegałam upływającego czasu. Dorosłość dziecka wydawała się być odległa nieskończenie. Tymczasem dziś moja Mała, Dorosła!!! Córka zdaje swój ostatni (uffff nareszcie) egzamin.
Kasztanowce i niezapominajki kwitną w maju. Kasztanowce ogłaszając dojrzałość, a niezapominajki wznosząc główki prosząc nie zapomnij o mnie 💙
Za chwilę Dzień Matki. Z lekkim wstydem przypominam sobie jak po maturze "wyfrunęłam z domu" i rozpoczęłam własne, rozpędzone na maxa życie, w którym nieczęsto i na bardzo krótko wracałam w rodzinne strony. Można powiedzieć, że taka kolej życia, dorastamy i odchodzimy budować własne gniazdo. Jest jednak ta druga, jasna strona dorosłości dzieci. Gdy już gniazdko swoje mamy, bogatsi o doświadczenie dorosłego, wymagającego życia znajdujemy nowe, nieznane dotychczas płaszczyzny porozumienia z Rodzicami. Odkrywamy siebie na nowo: Rodzice i ich dorosłe Dzieci. Ale żeby to zrobić trzeba znaleźć czas, który sobie wzajemnie poświęcimy. Nasi Rodzice na pewno go znajdą, a czy nam też się uda?
Dzień Matki to wspaniała okazja. My mamy zaplanowany trzypokoleniowy obiad. A Wy jakie macie plany? Jest jeszcze chwila. Nie potrzeba wiele. Udanego majowienia 💛


Nie zapomnij o mnie....


czwartek, 11 maja 2017

Uważaj o co prosisz ;)


Wieczór, dość oszczędne światło lampki i wzorcowe (czytaj ostre) światło monitora. Moje gałki oczne drżały zmęczone i to była ta chwila, w której pomyślałam, że zwolnienie chorobowe byłoby błogosławieństwem - mogłabym odespać, poczytać, obejrzeć jeden z seriali, o którym wszyscy mówią...
Uważaj o co prosisz.
Oto leżę w łóżku, zaledwie kilka dni później. Paskudna infekcja, poza pierwszą dobą wysokiej gorączki, raczej nie daje spać dźgając bólem głowy i napadami kaszlu. Czytanie w tych warunkach też wychodzi kiepsko, a serial... pierwszy sezon był intrygujący...
Najgorsze jest to, że choroba dopadła mnie w jednym z najgorszych momentów. Moja córka akurat jest w trakcie egzaminów i rozmawiamy na odległość dwóch przysłowiowych kijów, gdy tymczasem bardzo, bardzo chciałabym ją mocno przytulić.
Zachęcona przez Przyjaciółkę sięgnęłam po lekturę Dobre bakterie Robynna Chutkan. Książka przekonująco dowodzi o tym jak bardzo powinniśmy dbać o nasz wewnętrzny mikrobiom, który jest nieocenionym sojusznikiem w walce o dobrą jakość życia. Program "żyj brudniej, jedz czyściej" zabiera nas w fascynujący świat bakterii i wywraca do góry nogami dotychczasowe lekcje higieny 😉 nie mówiąc już o spojrzeniu na kuracje antybiotykami. Jeszcze nigdy nie czułam się tak winna biorąc antybiotyk i pewnie poeksperymentowałabym dłużej z naturalnymi metodami leczenia jednak... chcę przytulić moje dziecko nie zarażając jej i nie rujnując harmonogramu matur. Po prostu.
Historię już znacie i wiem, że Ci bardziej sceptyczni powiedzą, że moje życzenie i zaistniałe okoliczności to tylko nieszczęśliwy zbieg. I prawdopodobnie tak właśnie jest. Ale wierzcie mi, że ja następnym razem znajdę czas na odpoczynek, bez konieczności wymawiania się chorobą. Choroba jest do bani.
Pędzimy, gonimy, nakręcamy się jak zegarki, padamy ze zmęczenia, a leżąc na podłodze rzadko pamiętamy co nam właściwie uciekło. Jedna z moich koleżanek opowiadała ostatnio jak na weekendowym szkoleniu spędziła większość czasu w łazience chora ze zmęczenia. Nawet nie chodzi o szefa. Jej nie przyszło do głowy, żeby prosić o dzień wolnego na szkolenie, urlopu nie chciała na ten cel wykorzystać, więc doszkalała się zawodowo wyłącznie w weekendy. To przykład ekstremalny, ale czuję, że wcale nie odosobniony. Ja bym na to nie wpadła - powinnam chwalić swój rozsądek czy raczej samobiczować paskudne lenistwo?
Wracając do bakterii zamierzam o nie zadbać. Zmodyfikowanie diety na pewno nie zaszkodzi. W książce jest wiele bardzo ciekawych informacji, które kobieta w każdym wieku znać powinna. Szczególnie polecam ją przyszłym mamom nawet jeśli ta przyszłość wydaje się jeszcze bardzo odległa.
Dziś na deser, przekąskę lub jutrzejsze śniadanie mam dla Was pyszny, obłędnie słodki koktajl szpinakowy 💚

Koktajl szpinakowy w naczyniach Green Gate

Składniki do zmiksowania w blenderze:
dwie szklanki listków młodego szpinaku (nie oszczędzaj, wypełnij szklankę najbardziej jak Ci się uda)
jeden banan (staram się kupować ekologiczne, mając nadzieję, że naprawdę takie są)
sok z trzech pomarańczy i jednej cytryny (cytryna to moc witamin i łagodzi słodki smak, nie musisz dodawać całości od razu jeśli obawiasz się, że koktajl stanie się zbyt kwaśny)
dwa/trzy owoce kiwi bez skórki, powinny być dojrzałe.
 Napiszcie co o nim myślicie 😊

Zdrówko! 😉




czwartek, 20 kwietnia 2017

Pamiętaj co to znaczy być młodym :)


Młody człowiek może nie rozumieć jak dorosły myśli i czuje, 
ale starzy ludzie ponoszą winę 
jeśli zapomną 
co to znaczy być młodym"

Joanne Rowling (Albus Dumbledore)

Jest coś niezwykłego w spotkaniu pokoleń. Każdy z nas odczytuje codzienność z innej perspektywy, w której wiek odgrywa kluczową rolę. Dziś przez krótką chwilę obserwowałam mojego starego i schorowanego tatę, który próbował przekazać mojej nastoletniej córce jak wielkim darem jest młodość: "Korzystaj i baw się" powiedział.
A ja zawieszona wiekiem między nimi rozumiałam co czuje każde z nich. Dziś znam już znaczenie upływającego czasu, a jeszcze wciąż pamiętam jak abstrakcyjnym pojęciem był upływający czas gdy miałam zaledwie kilkanaście lat...
Patrzyłam na łzy w oczach taty. Łzy radości człowieka, który z miłością patrzy na dziecko i łzy smutku bezpowrotnie straconej młodości wcześniej tak niedocenianej... przez każdego z nas.
Mój tata... Takie chwile jak dzisiejsza chcę pamiętać. 
Takie chwile... ciepłe.. prawdziwe... bezcenne... dziękuję

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

10.000 razy


Nie bardzo wiedziałam jak zatytułować dzisiejszy post. Chciałabym napisać o porażce, a ta nie jest czymś czym chcemy się chwalić. Odwrotnie niż gdy chodzi o sukces?
I gdy tak siedziałam myśląc jak zacząć, przypomniałam sobie jedno z najfantastyczniejszych określeń porażki. Thomas Edison powiedział:
- To nie była porażka. Po prostu znalazłem 10.000 sposobów kiedy to nie zadziała.

Czy porażka jest w naszym życiu konieczna? Ha, to temat rzeka. Zacznijmy od tego, że to samo zdarzenie może być przeróżnie odbierane przez różne osoby. I to co oznacza koniec dla jednych, może być wskazówką dla innych. Popatrzmy na Edisona. Szczerze podziwiam ludzi,  dla których "Porażka jest szansą żeby zacząć raz jeszcze tym razem mądrzej" - to powiedział Henry Ford, a ja wciąż się uczę.
To bardzo mądre słowa, które warto zapamiętać. Nie powinniśmy pozwolić, żeby niepowodzenie nas przygniotło lub co gorsza pokonało. Widziałam takich, których żal i złość zniszczyła. Widziałam też takich co osiągnęli znacznie więcej, bo po dużej porażce przestali się bać i ośmielili sięgać dalej.
Dziś długo rozmawiałam z Przyjaciółką o porażce właśnie. Tym co by być mogło gdyby okoliczności były inne. O tym jak długą drogę jesteśmy gotowi przebyć i jak wiele razy podnieść się by znów próbować. Skąd wiedzieć, że zrobiliśmy dość i, w którym momencie należy się wycofać. I co najważniejsze, czy wycofanie się jest rzeczywiście poddaniem, czy nowym, mądrzejszym o doświadczenie, rozdaniem. Gdzie postawić granice sobie i innym. Odpowiedzieć na to wszystko jest bardzo trudno. W większości przypadków "trzeba by życie dwa razy przeżyć" jak mawiają nasze Mamy. Tylko czy dwa życia wystarczą?
Może wcale nie popełniliśmy błędu.  Może w zaistniałej sytuacji to było najlepsze co mogliśmy zrobić. A może nasze wyobrażenie lub oczekiwania były nieadekwatne. Plus, warto pamiętać, że nie jesteśmy samotną wyspą. Nie wszystkie okoliczności zależą od nas i na bardzo wiele z nich naprawdę nie mamy wpływu.
Oczywiście jest jeszcze faktor szczęścia, sprzyjające okazje i wykorzystane szanse, odpowiednie miejsce i czas. Życzliwi, lub wręcz przeciwnie ludzie.


Skoro już tak "rzucam" cytatami to pozwól na jeszcze jeden:
Nie osądzaj mnie przez mój sukces.
Popatrz ile razy upadłem i się podniosłem. 
Teraz mnie oceń. 
~Nelson Mandela~

niedziela, 2 kwietnia 2017

Rozkwitnij wiosną


Kawa wśród kwiatów? O tak! poproszę :)

Bardzo lubię ten moment kiedy wiosna eksploduje zielenią i pierwszymi kwiatami. Chwila kiedy czuję, że słońce i śpiew ptaków oczyszcza mnie z ciężaru jesienno-zimowej szarości. Powietrze staje się przejrzyste, mój oddech głębszy, spokojniejszy. Rozwijam żagle...
Cudownego kwietnia dla Ciebie 😊

Uwaga: Wiosenna wyprzedaż kolekcji Green Gate 😊


poniedziałek, 27 marca 2017

Budyń domowy czyli czasem coś się nie uda ;)

Domowy budyń waniliowy

Są dni kiedy celebruję czas w kuchni. Przygotowuję miejsce do pracy, upiekę/ ugotuję coś pysznego. Czasem wystawię się na krytykę najbliższych 😉 choć bardzo często też na słowa uznania😋 Tak bywa kiedy mam czas.
Czasem czasu jest jakby mniej a ochota na coś dobrego nie słabnie. Tak było ostatnio i dlatego do menu w ramach deseru dołączył stary poczciwy budyń. To jedna z pierwszych rzeczy jakie jako dziecko samodzielnie przygotowywałam w kuchni. Pamiętam, że jeszcze ciepły budyń waniliowy polewałam sokiem malinowym....
Deser w pięć minut. Super. Ale czy warto go jeść? Nawet jeśli tak wygląda 
Budyń z pokruszonym biszkoptem i owocami 
Wyszukałam przepis na domowy budyń. W końcu wymieszanie mąki ziemniaczanej z mlekiem nie powinno trwać długo. Na jednym z blogów kulinarnych znalazłam przepis, bardzo ładne zdjęcia, ruszyłam do kuchni.
Zanim jednak ktoś z Was chciałby zrobić budyń zgodnie z przepisem, który zamiast zamieszczę wstrzymajcie się, chyba, że zjecie deser w 15 minut po przygotowaniu ✋
Składniki:
0,5 litra mleka
dwie czubate łyżki mąki ziemniaczanej
3 łyżki cukru najlepiej waniliowego
2 żółtka

Przygotowanie:
Połowę mleka zagotować na małym ogniu, pozostałą część zimnego mleka dokładnie wymieszać z mąką, cukrem i żółtkami. Gdy mleko się podgrzeje powoli wlewać mieszankę stale mieszając. Gotować na małym ogniu ok. 5 minut aż masa zgęstnieje. Jeszcze ciepły budyń wlać do małych miseczek i podawać z owocami, pokruszonym biszkoptem, sokiem owocowym, czekoladą lub jak serce dyktuje.

Mój budyń wyszedł bardzo ładnie. Miał piękną kremową konsystencję, śliczny kolor i co najważniejsze: wiedziałam, że nie ma w nim nic chemicznego (cukier waniliowy w mojej kuchni to cukier w słoiku z laską wanilii dla aromatu).
Plasterek pomarańczy i kilka kulek pysznej mlecznej czekolady 
Niemniej, gdy budyń wystygł, stracił swoją piękną kremową konsystencję i zrobił się "wodnisty". Od razu przyznaję, że użyłam mleka 2% a w przepisie oryginalnym było dodatkowo masło (łyżeczka), które pominęłam (przy maśle był komentarz: można pominąć).

To wcale nie oznacza, że do budyniu domowego nie warto wracać. Wręcz przeciwnie, warto poeksperymentować, zwłaszcza jeśli przeczytać ostrzeżenia dla alergików publikowane np. przez producenta znanego i, nie ukrywam, bardzo smacznego budyniu.
Na pewno następnym razem dodam więcej żółtek (np. +2) i więcej mąki (np. +1 łyżka).
Jeśli macie sprawdzony przepis na domowy budyń podzielcie się nim proszę 😊
Udanego tygodnia 👋